Satysfakcja z pracy? Da się!

Może natrafiliście na którąś z książek Reginy Brett. Przez jakiś czas w księgarniach rzucały się w oczy kolorowe minimalistyczne okładki jej książek. “Bóg nigdy nie mruga”, “Jesteś cudem” i “Bóg zawsze znajdzie ci pracę” to trzy książki, które ja kojarzę, a ten wpis będzie o trzeciej z tych pozycji. Osobiście pierwsze dwa tytuły nie brzmiały dla mnie nigdy zbyt zachęcająco. Szczerze obawiałam się, że znowu będą to pseudo-motywacyjne, pseudo-religijne, pseudo-psychologiczne i przesycone amerykańskim słodkim optymizmem książki. O dziwo nawet Tosia, która w stosunku do takich pozycji nie jest zbyt krytycznie nastawiona stwierdziła, że jedna z nich to po prostu „gniot”. Także na razie nie próbuję…

Dla kogo i o kim jest książka?

Ale książkę „Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia” zwinęłam mojej przyjaciółce z domu pod wpływem impulsu i nie żałuję. Dla mnie przygoda z pierwszą prawdziwą pracą właśnie się zaczynała i czułam, że muszę się trochę wyedukować jeśli chodzi o pozytywne nastawienie. Bo lektura ta jest odpowiednia dla kogoś kto dopiero stawia pierwsze kroki w swojej pracy, dla kogoś kto tkwi w znienawidzonym boksie w korpo, kogoś kto stracił poczucie misji i kogoś kto właśnie przeszedł na emeryturę, a pragnie wieść pełniejsze życie. I tak, tchnie ona wspomnianym wyżej amerykańskim optymizmem, ale wyjątkowo tym razem nie doprowadza mnie to do mdłości. Wręcz przeciwnie. Sprawia, że wszystkie przytoczone historie traktować można z jednakim zachwytem i uśmiechem na twarzy. Nie ważne czy traktują one o wybitnym pisarzu, projektantce pięknych kostiumów kąpielowych dla kobiet po mastektomii czy o pracownikach McDonalda.

W wielkim skrócie jest to pozycja obowiązkowa, bo pokazuje jak można i powinno się czerpać radość z tego co się robi – czasem z pracy, a czasem z tych wszystkich dodatkowych chwil, które tworzą nasze życie. Pokazuje jak szukać satysfakcji w najnudniejszych zadaniach. Pokazuje, że szacunek naprawdę należy się każdemu. I to wszystko zaserwowane w nienachalnej treści (owszem Bóg przewija się przez strony tej książki, ale jak komuś to nie pasuje można go zamienić na „wyższe, bliżej nieokreślone Dobro”) z mnóstwem historii o wspaniałych ludziach. Od sprzątaczek do właścicieli olbrzymich międzynarodowych koncernów.

5 lekcji, które mnie poruszyły

Nie chcę tutaj za bardzo spoilerować. Po prostu szczerze polecam lekturę. Jest w niej naprawdę dużo treści. Mnie ostatnio szczególnie poruszyło kilka lekcji. Mam nadzieję, że nawet jeśli nie sięgniecie w najbliższym czasie po tę książkę, to przynajmniej znajdziecie coś dla siebie w tym krótkim spisie:

Lekcja 3: Jeśli ukryjesz swój talent nigdy nie rozkwitnie – o tym, że każdy z nas ma w głębi serca wypisane swoje wielkie marzenie lub, jak wolą niektórzy, powołanie. Jest to marzenie, które nie zawsze można jest zdefiniowane wpisem w CV – czasem jest to bycie matką albo pielęgnowanie wspaniałego ogrodu. A czasem jest to marzenie by zostać śpiewaczką operową lub zawodowym astronautą czy nurkiem. Niestety takie powołanie wzbudza w nas największy strach. Dlaczego? Dlatego, że bardzo boimy się porażki. Zastanówcie się co najbardziej chcielibyście robić w swoim życiu, a jednocześnie czego się najbardziej boicie. Zrobiliście już coś w kierunku spełniania tego marzenia? Jak tak to gratuluję i trzymam kciuki! Jak nie to spróbujcie już dzisiaj zrobić pierwszy krok.

Lekcja 28: To, że ktoś podąża inną ścieżką niż ty, nie znaczy jeszcze, że się zgubił – o tym, że naprawdę nie ma jednego przepisu na szczęście. Na swojej drodze spotkałam ludzi, którzy szczycili się tym, że wyjechali ze swojego rodzinnego kraju i tak dobrze im się żyje w Szwecji czy innej Danii. Nie potrafili zrozumieć swoich znajomych z małych miasteczek z Polski, Grecji czy Niemiec. Dosłownie naśmiewali się z ich ograniczenia. Nie potrafili zrozumieć, że dla nich szczytem marzeń nie jest wyjazd na studia czy do pracy za granicę. Że oni radość czerpią z funkcjonowania właśnie w tym małym miasteczku. I ten rozdział jest właśnie o tym. O tym, że każdy musi znaleźć własną drogę i że każdy zasługuję na szacunek dla jego własnych decyzji i wyborów. Dodatkowo dowiedziałam się, że błądzenie może często zaprowadzić nas w niesamowite miejsca. Tak jak jadąc na wakacje bez GPS można się zgubić i odkryć malowniczą mieścinę w górach. Albo zacząć studiować coś od czapy, co przez większość studiów wydaje się bez sensu, a skończyć w bardzo interesującej pracy.

Lekcja 29: Rozszerz swoją strefę komfortu, żeby poprawić komfort życia innych – historia tłumaczki i wykładowczyni języka migowego wycisnęła mi łzy z oczu. Swoją karierę rozpoczęła w wieku 14 lat kiedy nauczyła się migać “co panu podać?”, po to by móc obsłużyć głuchoniemego w lodziarni, w której pracowała w wakacje a do której on codziennie przychodził z kartą z napisanym zamówieniem. Dzięki temu, że chciała pomóc jemu poczuć się lepiej odnalazła swoje życiowe powołanie. Ile ludzi rozpoczyna działalność w fundacjach charytatywnych, schroniskach dla zwierząt czy jako wolontariusze w Domach Opieki Społecznej. Robią to by poprawić komfort życia innych. Ale robią to też dla siebie i to ich strefa komfortu jest poszerzana. Odnajdują swój prawdziwy talent.

Lekcja 31: Nikt nie może pozbawić cię energii bez twojej zgody – jak dla mnie jeden z ważniejszych rozdziałów o sztuce mówienia NIE sobie, ale przede wszystkim innym. Czasami tyle energii tracimy, by spełnić wymagania swoje albo innych. Potrafimy biec z wywieszonym jęzorem, aby spełnić życzenia swoich partnerów, przyjaciół czy klientów tylko po to, by później być zbyt wykończonym, aby zająć się swoimi sprawami. W książce znajduje się cytat Anne Lammott: „w życiu kieruj się prawdą, że NIE to odpowiedź pełnym zdaniem”. Święta prawda! Tego wciąż muszę się uczyć…

Ale energię tracimy również gdy bezmyślnie wykonujemy konkretne czynności. Potrafimy obsesyjnie sprawdzać maila, snapchata czy whatsappa podczas pracy nad czymś innym (przyznaję się, że niestety podczas pisania tego tekstu zerknęłam na fejsa z 100000 razy). Wciąż jesteśmy rozproszeni, a przecież czytamy coś co później gdy będziemy mieć chwilę aby odpisać i tak trzeba będzie jeszcze raz przeanalizować. W nieskończoność odkładamy na później papierkową robotę. Należy załatwić coś od razu i wyrzucić to z głowy. Dobra rada prosto z książki: za każdym razem gdy bierzecie jakiś dokument do ręki, przeszyjcie go zszywką w rogu – jak dokument ma już milion zszywek należy w końcu coś z nim zrobić!

Dodatkowo umiemy nakręcać się negatywnie i wprowadzać nerwową atmosferę do życia swojego i innych. Błąd! Nie pozwalajmy sobie na to! Ale też nie pozwalajmy na to ludziom naokoło. Plotkowanie i zawiść stwarzają problemy tam, gdzie tak naprawdę wcale ich nie ma. Zamiast tego lepiej powiedzieć koleżance z pracy, że pięknie dziś wygląda. Zwłaszcza, że bardzo często jest to prawda.

Lekcja 33: Zamiast planować lepsze życie, zacznij lepiej żyć – ten rozdział na pewno traktuje o czymś co nam wszystkim jest dobrze znane. Kupujemy karnet na siłownię, a po 3 miesiącach orientujemy się, że jego ważność już minęła. Planujemy zmienić pracę, ale boimy się nawet wysłać CV. Wszystkie nasze wiersze lądują w szufladzie zamiast być wysłane do wydawcy. Rada jest prosta. Zamiast coś planować, należy po prostu to zrobić. Sama autorka po skończeniu swojej pierwszej książki długo nad nią siedziała i bała się wysłać ją do jakiegokolwiek wydawcy. Czekała na znak z nieba, aby zacząć działać. W końcu jej zdenerwowany mąż zdecydował się być tym znakiem i kazał w końcu zacząć rozsyłać rękopisy. Teraz jej książki są czytane ponoć w 26 krajach. To tak jak w tej historii, w której facet modli się o wygraną na loterii. Modli się i modli, aż w końcu rozgniewany Bóg mówi: “Kupże wreszcie ten los!”. Kup ten swój los już dzisiaj i zacznij żyć.

A oto jeszcze jeden urzekający fragment:

Ojciec Clem Metzger był dyrektorem Jezuickiego Domu Rekolekcyjnego. Wciąż pamiętam cudowny moment, kiedy poprosił pewną kobietę o przeczytanie fragmentu Pisma Świętego podczas mszy. Onieśmielona przebiegła tekst wzrokiem, a potem zapytała go, jak wymówić kilka słów z czytania. “Och, po prostu przez nie przebrnij” – odpowiedział.

Przebrnij przez nie. Jaka wspaniała rada.

Wszyscy brniemy przez życie po omacku. Niektórzy z nas po prostu lepiej to ukrywają.

Jak widzicie te wszystkie rady to nie są jakieś nowości. Wszystko to każdy z nas lepiej lub gorzej wie, ale dobrze czasem przeczytać zbiór takich mądrości, by coś nam kliknęło w głowie i się uporządkowało. Mnie bardzo się to przydało. Przynajmniej zaczęłam bloga, a w poniedziałek idę na próbę nowego chóru – po dłuższej przerwie. A także mam kilka innych marzeń na etapie początkowej realizacji. Trzymajcie za mnie kciuki. A ja trzymam kciuki za Was i Wasze poczucie spełnienia.

 

  • Skądś znam historię z karnetem :) Niby nie mam krytycznego osądu? A ile razy się mnie pytałaś o taki czy inny film :) Bardzo mi się podobał ten artykuł, fajny jest też “lagom” :)

    • Ola

      Dzięki Tosia! Jesteś niezastąpiona, jeśli chodzi o wsparcie :) Pierwszy komentarz! No comment na temat Twojego gustu co do książek czy filmów :)

  • Pingback: Prezentowo – kilkasrokzaogon()

  • Pingback: Noworoczne postanowienia – kilkasrokzaogon()