Volvo Ocean Race

W ostatni piątek miałam okazję żeglować łodzią Volvo Ocean 65. Nie wiem na ile jesteście zorientowani w żeglarskim światku, ale moja przygody z żaglami do tej pory ograniczały się do wysłuchiwania historii brata i znajomych z Mazur oraz jednego wypadu na jezioro Rożnowskie (chyba) z 10 lat temu. Ale w ostatni piątek byłam częścią 10-osobowej drużyny, złożonej z moich kolegów i koleżanek z działu, która miała okazję przez chwilę poczuć się jak podczas Volvo Ocean Race. Jeśli, w przeciwieństwie do mnie, znacie się chociaż w niewielkim stopniu na żegludze morskiej to prawdopodobnie kojarzycie to wydarzenie. Ja coś tam o nim słyszałam z racji tego, że mieszkam w Göteborgu i w zeszłym roku COŚ się tutaj w związku z tym działo. Niestety nie raczyłam się wtedy zainteresować co to dokładnie jest to Volvo Ocean Race… Ale teraz już wiem! I wiem, że nigdy więcej nie opuszczę okazji do tego by chociaż przez chwilę posmakować niesamowitej atmosfery tych jedynych w swoim rodzaju zawodów.

Trochę historii

Co to właściwie jest Volvo Ocean Race? Prawdopodobnie jeden z najbardziej ekstremalnych, wymagających, najbardziej międzynarodowych i najdłuższych wydarzeń sportowych na świecie. To załogowe etapowe regaty żeglarskie dokoła Ziemi odbywające się co 3 lata. Rozpoczęły się 8 września 1973 roku w Portsmouth jako Whitbread Round The World Race i wzięło w nich udział 18 załóg: 6 francuskich, 5 brytyjskich, 3 włoskie, 2 polskie oraz po jednej ze Szwecji, RPA, RFN i Meksyku. 14 zespołów ukończyło wyścig 4 czerwca 1974 po pokonaniu 30 000 mil morskich podzielonych na 4 etapy: Portsmouth – Kapsztad – Sydney – Rio de Janeiro – Portsmouth. 1 mila morska to 1852 m, czyli zawodnicy przebyli odległość około 55 600 km w przeciągu 9 miesięcy.

Od pierwszych zawodów minęły 43 lata i od tego czasu technologie konstrukcji łodzi jak również komunikacji z załogami znacznie się zmieniły. Jednak warunki na oceanie nadal pozostają takie same i regaty w dalszym ciągu są olbrzymim wyzwaniem dla ludzi biorących w nim udział. Przez kilka miesięcy zawodnicy mierzą się z wodą, wiatrem, zimnem, upałem, falami… Przez 43 lata wyścig był miejscem wspaniałych wygranych, ale również prawdziwych tragedii. W ciągu tych 43 lat pięciu zawodników straciło życie.

W 1998 roku Volvo zostało właścicielem regat i nazwa została zmieniona na Volvo Ocean Race. Najbliższa edycja będzie trzynastą (miejmy nadzieję, że nie pechową) i rozpocznie się w przyszłym roku, a skończy w 2018. Od 2010 roku baza Volvo Ocean Race została przeniesiona z Anglii do Alicante skąd wszystkie biorące udział w wyścigu łodzie są obserwowane przy użyciu połączeń satelitarnych.

Łodzie

Od momentu powstania Volvo bezpieczeństwo było jedną z najważniejszych wyznawanych przez firmę wartości dlatego konstruowane łodzie są majstersztykiem ekspertów, mającym zapewnić bezpieczeństwo załogom Volvo Ocean Race. Od 1997 roku roku każdy zespół żegluje na takiej samej łodzi. Dzięki temu za zwycięstwem stoją jedynie zdolności żeglarzy, ich wprawa i umiejętność pracy w grupie. W 2017 roku łodzią wyścigową będzie Volvo Ocean 65 – ta sama, która startowała w 2014 roku. To właśnie nią mieliśmy okazję przepłynąć się w piątek. Poniżej kilkoro z nas pełniący rolę balastu:

Załoga

Każda załoga liczy ośmiu członków oraz jednego fotoreportera, który na bieżąco konstruuje materiał i wysyła go do Alicante skąd program jest emitowany. Z tego co opowiadał nam Hannes prezentując pomieszczenia pod pokładem (nie pamiętam czy naprawdę tak miał na imię, ale na pewno było to coś szwedzkiego) fucha fotoreportera jest okropna. Reporter i owszem znajduje się w samym środku akcji i jest autorem zazwyczaj świetnych ujęć, ale nie może wykonywać na pokładzie żadnej czynności związanej z żeglugą. Właściwie jedyne co może robić, poza czynnościami powszechnie kojarzonymi z dziennikarzami, to sprzątać, gdyż gotowanie też nie wchodzi w grę. Dodatkowo jego miejsce pracy znajduje się pod pokładem w miejscu, gdzie jest najgłośniej i w którym ponoć już po pierwszym tygodniu wyścigu niesamowicie śmierdzi… Wygląda na to, że jest to w takim razie bardzo niewdzięczna praca, biorąc pod uwagę, że to dzięki tym osobom widzowie mogą oglądać transmisje live z Volvo Ocean Race, a także podziwiać świetne reportaże z podróży.

Załoga składa się z 8 mężczyzn o różnej narodowości. Kiedyś załogi reprezentowały konkretne kraje, obecnie jedną z idei regat jest wzmocnienie więzi międzyludzkich pomiędzy przedstawicielami różnych krajów. Kobiety również już mogą wziąć udział w zawodach (wbrew panującej powszechnie opinii). Załoga kobieca składa się z 11 członkiń.

Dzień żeglarza trwa 10 godzin. 4 godziny pracy na pokładzie, 2 godziny wachty i 4 godziny odpoczynku – a w tych 4 godzinach również drobne prace (np. zszywanie lub sklejanie podartego żagla), jedzenie oraz sen. I kolejny dzień: 4 godziny na pokładzie, 2 wachty i 4 odpoczynku. Rytm dnia już nie jest wyznaczany przez słońce czy księżyc… Jeśli chwilę by się zastanowić to wygląda na to, że zawodnicy dosyć dużo śpią podczas wyścigu. To wcale nie dziwi, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że naprawdę wykonują bardzo ciężką pracę fizyczną. Ale jedna osoba śpi dużo mniej niż reszta. Jest to szyper. Odpowiedzialny między innymi za nawigację jest jedyną osobą na pokładzie, która podejmuje decyzje dotyczące kierunku w jakim porusza się łódź. W związku z tym może pozwolić sobie na sen tylko gdy ocean jest bardzo spokojny i jacht porusza się po określonym kursie. W realu gdy pojawia się jakiś problem z ustaleniem położenia czy z nagłą zmianą pogody szyper jest bezlitośnie wyrywany ze snu. Ponoć średnia długość jego nieprzerwanego snu podczas Volvo Ocean Race wynosi około 25 minut. Ciekawa jestem na ile to prawda…


Mknący jacht jest właściwie ciągle przechylony pod kątem 30° w stosunku do powierzchni wody (zdjęcie powyżej to chyba mniej niż te 30°) po to aby mniejszy styk z wodą umożliwiał większe prędkości. Prycze pod pokładem są rozmieszczone po obu stronach łodzi. Zawodnik śpi na pryczy po tej stronie łodzi, która w danej chwili jest zanurzona w wodzie. Prycze można pochylić w kierunku ściany pod kątem około 45° co tworzy ciasną i bezpieczną przestrzeń dla śpiącego żeglarza. Dzięki temu podczas snu nie ma szans, żeby ktoś spadł na ziemię. Gdy łódź zmienia kierunek drzemiący nieszczęśnik jest bezceremonialnie budzony. Musi przenieść się na przeciwną stronę pokładu, aby jako balast obciążył łódź po drugiej stronie, która teraz jest zanurzona. Na łodzi nie ma takich luksusów jak np. prysznic. Prysznic się ma na pokładzie wśród fal właściwie ciągle. Natomiast luksusowa jest muszla klozetowa którą można dostosować do kąta nachylenia łodzi!

I jeszcze jedna ciekawostka. Im lżejsza łódź tym szybsza. A to znaczy, że każdy z zawodników wnosi na pokład nie więcej niż 10 kg rzeczy. Wyobraźcie sobie, że przez 9 miesięcy jedyne co Wam wystarcza to 10 kg ubrań, książek i innych gadżetów! Gdzie ja bym tam zmieściła wszystkie swoje buty i sukienki?!

Nagroda

Co ciekawe Volvo Ocean Race nie zapewnia żadnej nagrody pieniężnej wygranej załodze. Jedyne na co mogą liczyć żeglarze to piękne trofeum i wieczna chwała. Wydawać by się mogło, że to niewiele, a mimo to chętnych by wziąć udział w kolejnych edycjach konkursu nigdy nie brakuje. Widać wieczna chwała to jedyne czego potrzebuje prawdziwy poszukiwacz przygód. A wspaniałe przeżycia i przyjaźnie na całe życie są wystarczającą nagrodą dla tych co biorą udział w Volvo Ocean Race.

To co? Kto z Was bierze udział w zawodach w przyszłym roku?

Zapraszam na stronę główną Volvo Ocean Race skąd czerpałam większość informacji na temat regat – mają ciekawe filmiki i zdjęcia: http://www.volvooceanrace.com/en/home.html

Mnie najbardziej podobała się wypowiedź jednego z zawodników nagrana na tle około 30 metrowych fal: “I will never ever again take part in this race! Never ever! Ever!”.