Snus – tytoniowa fika

Snus to bardzo popularna na północy używka zastępująca Szwedom papierosy. Bo przecież jak się pali to szkodzi się innym przymuszając ich do biernego palenia, ale snusSnus zabija tylko osobę, która go używa… Albo i nie zabija, bo jego szkodliwości nikt nie udowodnił. Lub może inaczej – nikt nie chciał udowodnić. Od mojego kolegi usłyszałam, że snus jest największą zmorą dentystów. Ale aby zrozumieć dlaczego najpierw krótko co to jest ten tajemniczy snus.

Tytoń na nielegalu

Snus jest to wilgotny proszek tytoniowy, który na początku XVIII wieku zaczął być produkowany w Szwecji jako alternatywa dla suchej tabaki. Snus jest wytwarzany z wysuszonych liści tytoniowych wymieszanych z solą i wodą. Nie jest fermentowany ani nie zawiera dodatku cukru. Za to zawiera dużo większe dawki nikotyny niż papierosy, ale jak wspomniałam wyżej jest zdecydowanie bezdymną ich alternatywą. Jego produkcja i sprzedaż są w Polsce nielegalne. Tak samo zresztą jak w prawie całej Europie poza Szwecją, Norwegią i Finlandią. Snus umieszcza się pod górną wargą na około 30 minut i w tym czasie nikotyna pięknie wchłania się przez śluzówkę.

W Szwecji można kupić mnóstwo różnych rodzajów i marek snusu. Poniżej zdjęcie ze snusowego królestwa, które odwiedziłam ze wspomnianym kolegą w zeszłym tygodniu. Zaopatrzył się tam na kolejny miesiąc. Jakby ktoś bardzo bardzo bardzo chciał tam zawitać oto adres: Kronbergs Backe 5, Alingsås.

Ogólnie snus dzieli się na dwa rodzaje:

  • Luźny (lössnus) – polega na tym, że wilgotny tytoń formuje się w kulkę palcami i umieszcza tę kulkę pod wargą. Może wyglądać to dosyć nieestetycznie i niezbyt higienicznie. Zwłaszcza jeśli ktoś aplikuje sobie taki snus co godzinę, a jakoś nigdy nie myje rąk…
  • Porcjowany – snus porcjowany jest zapakowany w coś w rodzaju maleńkiej herbacianej torebki. Materiał jest właściwie ten sam. W tym przypadku aplikowanie snusu również polega na umieszczeniu go pod górną wargą. Namoczony materiał herbaciano-podobny umożliwia wchłanianie nikotyny. Ten rodzaj również może być niezbyt higieniczny jako że niektórzy oszczędni Szwedzi wyssaną raz torebkę odkładają do pudełeczka, by później powtórnie ją wykorzystać. To przypomina mi trochę oszczędzanie gum do żucia w podstawówce… Oblecha… Porcjowany snus jest sprzedawany również w dwóch podstawowych wersjach. Biała wersja oznacza, że woreczek herbaciany jest suchy. Czarna oznacza iż snus jest wilgotny.

Snus należy trzymać w lodówce gdyż jest niepasteryzowany. Przynajmniej w Szwecji. Ponoć w USA snus jest poddawany obróbce termicznej. Jak również dodaje się do niego cukru. Dlaczego mnie to nie dziwi, że akurat w USA dodaje się cukru do jakiegoś produktu…?

A wracając do tematu dentystycznego. Im częściej zażywasz snus tym głębiej wpychasz go pod wargę rozciągając dziąsła. Dodatkowo nikotyna i wytwarzający się kwas mogą prowadzić do podrażnień. Reasumując, jeśli przez 20 lat 10 razy dziennie zażywałeś snus to prawdopodobnie część zębów już Ci wypadła. O ile w ogóle cała szczęka nie jest już mocno poluzowana… Prawdopodobnie masz też jakieś problemy ze zdrowiem. Ale to nigdy nie wiadomo, bo nic nie zostało udowodnione. Na pudełkach ze snusem próżno szukać ostrzeżeń typu “Palenie zabija”. Negatywne skutki snusu są mocno ignorowane. Co nie znaczy, że Szwedzi nie zdają sobie sprawy, że w jakimś stopniu tytoń w takiej postaci jest szkodliwy. Po prostu decydują się to lekceważyć. Snus naprawdę jest tutaj mega popularny (czytaj: uzależniający) ! Dużo bardziej popularny niż papierosy. Jeśli widzicie kogoś palącego  to na 80% nie jest to prawdziwy Wiking. Prawdziwy Wiking się szanuje i wybiera snus.

Moja próba

Oczywiście nie omieszkałam nie spróbować tego szwedzkiego “przysmaku”. Ze snusu Skandynawowie są chyba tak samo dumni jak ze swoją wspaniałej fiki. A to znaczy, że każdy nowo przybyły musi chociaż raz go spróbować… Moja historia nie należy do takich, którymi można się chwalić. A więc się pochwalę! Swoją inicjację snusową przeżyłam razem z dwoma kolegami z Niemiec. Szwedzi uprzejmie ostrzegli nas, że jak jest to pierwszy raz to pójdzie naprawdę szybko! Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do tak wysokich dawek nikotyny to po około 5 minutach już odczuwa jej działanie. Nikotyna uderza do głowy, powodując uczucie, które można określić jako stan po przysłowiowym jednym kieliszku za dużo.

Biorąc to wszystko pod uwagę oraz poddając szczegółowej i rozważnej analizie swoje samopoczucie założyłam się z Niemcami kto najdłużej wytrzyma bez wypluwania saszetki. Oczywiście wygrałam – wiadomo, że muszę zawsze wygrywać! 40 minut lekkich zawrotów głowy… Co to dla mnie? Bywało gorzej przecież! Ale najgorsze przyszło jak już się pozbyłam snusu. Resztą imprezy przesiedziałam w łazience nad muszlą. Ach jak romantycznie! Także mała rada. Jeśli kiedyś będziecie próbować jak smakuje snus to nie próbujcie się popisywać.

A poniżej bonusowe zdjęcie ze snusowego królestwa, który dodatkowo okazał się królestwem godis (słodyczy wszelkiej maści – ale o tym innym razem…) i różowego. Ten różowy to ze specjalną dedykacją dla Martusi.