Notka #4 – Kanelbullens Dag

Dzisiaj mamy w Szwecji wielki dzień! 4. października to przecież cynamonowy dzień! Obchodzone jest święto kanelbullar. Czyli Kanelbullens Dag. O kanelbullar wspomniałam już o przy okazji opisywania szwedzkiej tradycyjnej fiki (o tutaj).  Kanelbullar to bardzo popularne drożdżowe bułeczki z masą cynamonową. Na pewno je kojarzycie ze względu na charakterystyczny “zawijany” kształt.

Bułeczka cynamonowa zawitała na Północ w 1920 roku. A to oznacza, że już niedługo będziemy obchodzić jej setne urodziny. Aby upiec taki smakołyk potrzebne były tak rzadkie podczas wojny składniki jak cukier, masło, mąka i przyprawy. W związku z tym kanelbullar można było zjeść głównie w lepszych kawiarniach i nie każdego było na nie stać. Ale około 1950 roku, gdy Szwedzi powoli zaczynali się bogacić, wypiekanie tych bułeczek stało się dużo bardziej popularne. Kanelbullar z luksusowego produktu przeistoczyły się w pewien rodzaj symbolu Szwecji. W 2006 roku wypiek ten został okrzyknięty szwedzką specjalnością w projekcie UE “Cafe Europa”.

Przepisy

Krótki opis tego smakołyku oraz przepis znajduje się na oficjalnej stronie Szwecji. Dodatkowo na stronie znajdziecie urocze obrazkowe podsumowanie dotyczące rocznej konsumpcji słodyczy oraz aktywności fizycznej. To zestawienie chyba trochę tłumaczy dlaczego bieganie jest tutaj tak modne! A więc jestem rozgrzeszona! Ja jem dużo mniej słodyczy niż przeciętny Szwed, więc mogę ćwiczyć też duuużo mniej, nie? Za to mój dzisiejszy obowiązkowy pracowniczy kanelbulle (powyżej) chyba oznacza, że jutro powinnam jechać do pracy na rowerze… Jeszcze to rano przemyślę!

A tutaj Krzysiek z lekkim wyprzedzeniem świętował Kanelbullens Dag w ostatnią niedzielę w słonecznym Sztokholmie – omnomnom…

Prawdziwe święto

Na stronie w całości poświęconej Kanelbullens Dag można poczytać jeszcze więcej o tym cynamonowym wypieku (niestety większość informacji po szwedzku), ale myślę, że na uwagę zasługuje przede wszystkim pani w bardzo ciekawym kapeluszu na zdjęciu: www.kanelbullensdag.se.

To zdjęcie chyba bardzo dobrze obrazuje fakt, że Kanelbullens Dag ma w Szwecji rangę prawdziwego święta. Jeśli ten dzień zasługuje nawet na oryginalne nakrycie głowy to chyba tak jest. Wydawać by się mogło, że naprawdę można wymyślić lepsze okazje do świętowania… Ale w sumie czemu nie? Każda okazja jest chyba dobra. Zwłaszcza, że takie obchody są dużo mniej szkodliwe niż mocno zakrapiana impreza. Przynajmniej fani cynamonu następnego dnia są w stanie funkcjonować bez żadnych skutków ubocznych typu kac. Jedynym skutkiem ubocznym mogą być mocne postanowienia poprawy pt. “od dziś zero czekolady i cynamonu do końca życia”!