Jak (nie) zgubić się w Londynie

Dwa tygodnie temu miałam przyjemność pozwiedzać trochę stolicę świata – Londyn – w doborowym towarzystwie. Na zwiedzanie miałam tylko weekend. Czytaj 1,5 dnia, jako że z centrum Londynu trzeba się jakoś dostać na tanie lotniska, a to spokojnie może zająć połowę niedzieli. W związku z tym musiałam taki wypad dobrze zaplanować, tak aby się nie gubić i nie marnować niepotrzebnie jakże cennych minut. Niestety moje plany niegubienia się spełzły na niczym. Bo troszkę się jednak pogubiłam. Dlatego chciałabym zaprezentować Wam krótki poradnik. Poradnik traktuje na temat komunikacji w tym ponad 12-milionowym mieście, ale również jest spisem punktów czego nie robić i co robić, aby się nie stresować, a dobrze bawić. Zwłaszcza, jeśli jest to dla Was (podobnie jak był dla mnie) pierwszy raz. W Londynie.

1. Opóźniony lot

Ja wszystkie moje problemy z gubieniem się w Londynie wiążę z opóźnieniem mojego lotu. Zazwyczaj jestem zadowolona z Norwegiana, ale tym razem mocno mnie zasmucili (mimo voucherów na tanią kolację na lotnisku). Zasmucili mnie ponad czterogodzinnym opóźnieniem, z powodu którego zamiast być na Gatwick o 19:00 byłam tam o 22:30 (tak umiem liczyć – dodajcie godzinę różnicy czasowej). To może nie byłoby taką wielką tragedią, gdybym nie martwiła się, że nie zdążę na ostatni zestaw połączeń, które miały mi umożliwić dotarcie na drugą stronę miasta, gdzie miałam nocleg u dobrej znajomej. Martwiłam się i zmieniłam plany. Nowym planem było dotarcie do innych znajomych, zlokalizowanych bardziej w centrum miasta, za to mniej zainteresowanych czekaniem do 3:00 w nocy na witanie mnie z otwartymi ramionami.

RADA NR 1 – Nie zmieniaj planów w ostatniej chwili. Zwłaszcza 5 minut przed wylotem bez możliwości dokładnego sprawdzenia gdzie, jak i którędy należy dotrzeć do nowego punktu noclegowego. Jeśli nie jesteście na 100% pewni jak tam dojechać lub wiecie, że nikt po Was nie przyjedzie to UWAGA należy się trzymać planu pierwotnego. Na pewno da się go jakoś zrealizować. Zwłaszcza z pomocą gościnnego gospodarza. Moim dodatkowym problemem w planie B był fakt, że nowi gospodarze nie są mi aż tak dobrze znani i krępowałam się dzwonić do nich o 2:00 w nocy z rozpaczliwą informacją “nie wiem gdzie jestem”.

Być może dla Was to ogólnie żadna nowość. Należy trzymać się planu – jeśli wiesz gdzie zmierzasz, nie zmieniaj go w ostatnie 5 minut przed odlotem, bo po wylądowaniu zeżre Cię stres, że już jest późno i na pewno zaraz wszystkie pociągi z lotniska odjadą. Mnie chyba trochę zmyliło przyzwyczajenie do starego, małego Göteborga. Zawsze szczycę się swoją doskonałą orientacją w terenie. Myślałam, że w Londynie też sobie poradzę. Ale Londyn jest trochę większy. A dodatkowo zżerał mnie stres!

2. Transport z Gatwick – Victoria Station

Jeśli lecicie którąś z tanich linii lotniczych najprawdopodobniej wylądujecie na Gatwick, Luton lub Stansted. Każde z nich znaduje się minimum 30 mil (niecałe 50 km) od centrum Londynu.

Aby dostać się na Victoria Station z Gatwick można wziąć pociąg za 19£, który pokona ten dystans w 30 minut. Bilety można wcześniej kupić tutaj: www.gatwickexpress.com lub na lotnisku – jest dużo automatów oraz okienek zaraz przy peronach z których odjeżdżają pociągi. Tańsza alternatywa to autobus, który jedzie ponad 1,5 godziny, ale kosztuje 8£. Podobnie jak w przypadku pociągu bilet na taką atrakcję można kupić wcześniej na stronie internetowej (www.nationalexpress.com) lub w punkcie na lotnisku.

RADA NR 2 – Jeśli nie wiesz jaki bilet kupić to pytaj. Przy automatach i do okienek są dosyć długie kolejki, ale obsługa idzie sprawnie bo jest tam dużo osób gotowych Wam pomóc. A rodzajów biletów jest całe mnóstwo. Do dzisiaj nie wiem jak mi się udało kupić właściwy bez żadnej pomocy… Prawdziwy cud! Polecam pytać zanim się wyda 20£ na niekoniecznie właściwy bilet.

Z tego co wiem na i z Luton oraz Stansted kursują również autobusy National Express. Podróż jest w przypadku obu tych miejsc około 10 minut dłuższa niż z lub na Gatwick. Ceny biletów są trochę wyższe. Niezbyt proporcjonalnie bo kosztują odpowiednio 12 i 13£.  Na Stansted można również pojechać pociągiem. Cena biletu to około 19£, a można takowy zakupić tutaj: www.stanstedexpress.com (lub oczywiście na miejscu).

3. Uber

Jeśli tak jak ja na bogato chcecie się wozić Uberem (stawka normalna to około 1£ za milę) to uważajcie jak wpisujecie adres! Adres w Londynie, tak samo zresztą jak w całej Anglii wygląda mniej więcej tak:

11 Carlton Mansions
221 Randolph Avenue
London W9 1NW

Uwaga! Ja błędnie założyłam, że kod na końcu to coś w rodzaju naszego kodu pocztowego, a w Uberze należy wpisać pierwszą linijkę adresu. Uwaga! Błąd! Efekt? Niemiły kierowca o 2:00 w nocy (gdyż dalej w drodze z lotniska) wyrzuca Cię z samochodu po przejechaniu 2 mil i po ściągnięciu 6£. Wpisanie drugiej linijki adresu też nie pomaga. Natomiast kod typu W9 1NW jest na wagę złota.

RADA NR 3A – Kod w rodzaju W9 1NW określa pojedynczy konkretny budynek. Wystarczy go wpisać w Uberze, aby kierowca wiedział, gdzie należy Cię zawieźć. Ten kod ma coś wspólnego ze stronami świata (W – West, NW – North West itd.), ale nie wiem dokładnie co jest punktem odniesienia.

RADA NR 3B – Nie daj się wyrzucić z Ubera! Jeśli dasz się wyrzucić wnioskuj o zwrot kosztów. Aby dostać zwrot kosztów wystarczy odpowiedzieć na maila z rachunkiem i opisać sytuację. W moim przypadku kierowca nawet nie potrafił mi powiedzieć, że wystarczy wpisać ten konkretny kod. Po prostu zdecydował się pozbyć kłopotliwego klienta. Dostałam pełny zwrot kosztów. Może niewiele, ale czemu mam płacić za taką usługę cokolwiek?

4. Metro i karta Oyster

Londyn ma bardzo rozbudowaną sieć metra. Mapa jest dostępna na oficjalnej stronie Londyńskiej komunikacji miejskiej: TLF (Transport for London) – wystarczy kliknąć w “Maps” i przejść do interesującego nas rodzaju komunikacji. Linii metra jest 11, ich łączna długość to około 52 mile, a stacji metra jest około 270, więc naprawdę można się troszkę pogubić! Każda linia ma swoją oryginalną nazwę (nie jakieś tam proste numerki) i dodatkowo pewne skojarzenia. Np. linia Central jest “energiczna”, a linia Circle – “awanturnicza”.

Każda nazwa linii ma konkretne znaczenie. Czasem określa przez jaką stację przejeżdża dana linia. Czasem jest związana z większymi ulicami lub ważnymi budynkami, które znajdują się na danej trasie. A czasem ich nazwy są związane z zupełnie czym innym… Np. linia Circle naprawdę jeździ w kółko! Zerknijcie na mapkę! Natomiast linia Bakerloo nosiła oryginalnie trochę nudnawą i przydługą nazwę Baker Street & Waterloo Railway, a to dlatego, że łączyła Baker Street z stacją kolejową Waterloo. Po kilku miesiącach od otwarcia tej linii metra w 1906 roku przyjęła się skrócona i nieco bardziej chwytliwa nazwa Bakerloo (loo = wychodek). Dla ciekawych i chcących podszkolić angielski – opis wszystkich nazw linii londyńskiego metra znajdziecie tutaj.

Ale wracając do meritum. RADA NR 4 – Zainwestuj w kartę Oyster. W Londynie można kupować jednorazowe bilety na wszelakie środki transportu publicznego albo można kupić Oysterkę. Taka karta kosztuje 5£ i uprawnia do dużo tańszych przejazdów wszelkimi środkami komunikacji miejskiej. Informacje na jej temat łatwo znaleźć. Nawet po polsku. Na przykład w skróconej i mocno podstawowej wersji TLF po polsku.

To była część pierwsza subiektywnego poradnika podróżniczego o Londynie. Jak zapewne zauważyliście, tematycznie mocno zwrócona w stronę komunikacji zbiorowej i transportu. Natomiast kolejna część będzie traktować więcej o jedzeniu i zwiedzaniu. Mam nadzieję, że zmieszczę się w jednym poście, ale jak nie to więcej czytania dla Was! Już niedługo krótki  spis tego co warto było w ciągu 1,5 dnia w Londynie zobaczyć :)