3 różnice w studiowaniu w PL i SE

Ha! Przyznajcie się kto z Was (poza młodocianymi czytelnikami) pamiętał o dzisiejszym dniu nauczyciela? Ja też bym na bank nie pamiętała, ale moja kochana siostra łaskawie mi wczoraj o tym wielkim święcie przypomniała. Z okazji tego święta post dzisiaj będzie edukacyjny i stricte uczelniany.

Studiowałam w Krakowie, w Göteborgu i trochę w Kopenhadze – każda z uczelni, na których miałam przyjemność poszerzać swoją wiedzę była zupełnie inna. Myślę, że różnice wynikały ze specyfiki każdej z tych szkół, ale również z różnic kulturowych. Poniżej 3 przykłady jak studia w Polsce i Szwecji mogą się między sobą różnić.

1. Papierologia

Jesteśmy krajemy bardzo urzędniczym. Wszyscy doskonale o tym wiemy. Papierki, PITy, umowy, papierki, wezwania, formularze, karty, znowu PITy i jeszcze jakieś wnioski. Żeby nie wspomnieć o zielonych indeksach, z którymi się chodziło po prośbie od profesora do profesora. Chyba się nie pomylę jeśli stwierdzę, że my wszyscy i każdy z nas z osobna szczerze tego nienawidzimy. Papierkowości. Wszyscy chyba wiemy jak to wygląda na studiach? Stoimy w kolejkach z podaniem do dziekana. Po trzech podejściach, jak mamy dużo szczęścia, zdobywamy podpis dziekana. Z podpisanym podaniem do pani Halinki. Kolejka. Pani Halinka odsyła nas tam i tam, i jeszcze należy uiścić opłatę… Taka jest polska rzeczywistość. Może powoli coś się będzie zmieniać, ale jak na razie na szybkie zmiany się nie zanosi.

W Szwecji natomiast wszystko można załatwić przez maila albo telefon. Przykładowo, składanie papierów na uczelnie odbywa się poprzez jednolity system – co już jest ułatwieniem, gdyż w Polsce rejestracja na studia na każdej uczelni wygląda inaczej. Ale nawet pomijam to uproszczenie. Chciałam tylko wspomnieć o tym, że jak składałam papiery na studia w Göteborgu to oczywiście kilka dni przed zamknięciem rekrutacji zorientowałam się, że muszę mieć zdany egzamin językowy typu TOEFL, żeby aplikować. Było to jakoś pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, więc stwierdziłam, że odpuszczam aplikowanie, bo i tak nie mam wszystkich potrzebnych papierków. Polskie myślenie! Zmobilizowała mnie Mama – w efekcie czego 30. grudnia napisałam maila na bardzo ogólny adres typu admission@uczelnia.se – i nie spodziewałam się żadnej odpowiedzi. Działałam bardziej na zasadzie, żeby zrobić cokolwiek, aby później nie pluć sobie w brodę, że nie próbowałam. Mail był prosty. Pytałam czy mogę aplikować na studia, a wyniki egzaminu językowego podesłać później. Odpowiedź dostałam 2.01, zaraz po Nowym Roku. Brzmiała ona mniej więcej tak: “Nie ma problemu. Zrobimy dla Ciebie wyjątek. Prosimy prześlij oficjalne wyniki TOEFL do 3. marca”. Po 2 latach w Szwecji wiem, że jakbym zadzwoniła to może nawet nie musiałabym wysyłać tych oficjalnych wyników, bo przez telefon stwierdziliby, że mój angielski jest komunikatywny! No dobra teraz może trochę przesadzam… Ale chyba widzicie co mam na myśli jeśli chodzi o łatwość komunikacji i załatwiania spraw na szwedzkich uczelniach.

Koniec historii z TOEFL był taki, że jak tylko otrzymałam wyniki w formie papierowej wysłałam je do Szwecji. Nie wiem czyja poczta zawiniła, ale 2. marca wciąż tych rezultatów nie otrzymali i nie uwzględnili w systemie. Kolejny raz spróbowałam metody mailowej, gdzie wyjaśniałam, że egzamin zdałam i wysłałam wyniki, ale utknęły gdzieś na poczcie. Odpowiedź po kilku minutach: “Proszę udostępnij nam login i hasło na stronę TOEFL, abyśmy mogli zweryfikować Twój wynik”. Da się? Da się!

2. Praca indywidualna a grupowa

Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale wydaje mi się, że polskie uczelnie stawiają bardzo na pracę indywidualną. Zawsze są jakieś zaliczenia, testy, egzaminy. Dużo indywidualnych sprawozdań. Sprawozdań grupowych też się trochę robi z różnego rodzaju doświadczeń czy laboratoriów. Ale te grupowe sprawozdania tak naprawdę niezwykle rzadko są pisane w grupach. Co najwyżej grupowo się je podpisuje. W tym tygodniu ja robię sprawko, następnym razem ktoś inny, a ja już mam spokój do egzaminu. Takie są moje wspomnienia z Krakowa.

W Szwecji natomiast naprawdę pracuje się grupowo. Mówiąc “grupowo” mam na myśli właściwie dwu lub trzyosobowe zespoły. Na naszym wydziale umówiliśmy się, że aby lepiej się poznać wprowadzamy maksymalną rotację w tychże zespołach. Przez pierwszy rok bardzo rzadko zdarzało mi się dwa razy pracować z tą samą osobą nad różnymi projektami. Muszę przyznać, że faktycznie to nam pomogło bardzo się ze sobą zżyć. Ale było to też możliwe dlatego, że w klasie było nas około 20. W dużo większej grupie ciężko o to, żeby wszyscy się dobrze znali i super integrowali.

Jak piszę praca grupowa to mam na myśli to, że w Szwecji nawet nad zadaniem typu “napisz skrypt w Matlabie do obliczenia tego i tego” siedziało się razem i razem pisało. Dostawałam szału. Uwielbiam pracować sama i uwielbiam pracować szybko, czasem mniej lub bardziej efektywnie. A tutaj musiałam się naprawdę nauczyć dostosowywać do innych. Musiałam nauczyć się pracy w grupie. I jestem za to doświadczenie mojej szwedzkiej uczelni niezwykle wdzięczna. Bardzo pomaga w pracy! Jednak nie potrafię powiedzieć czy system polski czy szwedzki jest lepszy. Czy stawianie na indywidualną pracę czy na grupową jest ważniejsze. Minusem szwedzkiego systemu jest fakt, że nie czujesz się doceniony. Jeśli jesteś pracowity to wiele się nauczysz i bardzo narobisz. I zdasz. Jeśli jesteś leniwy to nic się nie nauczysz i nic nie zrobisz. I zdasz. Plusem jest dużo większa elastyczność. Minusem polskiego systemu jest skończenie studiów z brakiem umiejętności prawdziwej pracy w grupie. A to się w życiu przydaje. Plusem jest dużo większa samodzielność. Cieszę się, że mogłam trochę skorzystać z obu doświadczeń. I z obu wyciągnąć właściwe wnioski. Jak myślicie jaki system Wam bardziej odpowiada?

3. “Panie profesorze” czy “ty”?

I oczywiście oczywista oczywistość na koniec. Wisienka na torcie. Chyba każdy wie, że w Szwecji nie ma aż tak silnej hierarchizacji jak w Polsce czy Niemczech. Dotyczy to miejsc publicznych, miejsc pracy, uczelni czy nawet szkół. Sami Szwedzi w tym braku hierarchii trochę się gubią – zwłaszcza w szkołach czy na uczelniach gdzie zachowanie uczniów czy studentów ociera się wręcz o brak szacunku do swoich nauczycieli. Ale to temat chyba na osobnego posta.

W Polsce hierarchię mamy silną. I to nie tylko tę kościelną… Za panami profesorami zdarzało mi się chodzić i błagać wręcz na kolanach o łaskawy wpis w indeksie czy wirtualnym dziekanacie. Chociaż z tego co wiem to należało to do ich obowiązków. Szanowni profesorowie na naszych uczelniach mogliby się wiele nauczyć od bardziej wyluzowanych szwedzkich profesorów. Lub chociażby od swoich młodszych współpracowników – doktorantów, doktorów – którzy często mają dużo lepsze podejście do studentów i łatwiej nawiązują kontakt z zagranicznymi kolegami. Mogliby się na przykład nauczyć szacunku do swoich studentów… Mnie taka hierarchia wbita do głowy bardzo utrudniała życie na studiach w Szwecji. W Szwecji jak się czegoś nie rozumie to przerywa się wykład i zadaje nawet najgłupsze pytania. W Polsce lepiej się nie wychylać, żeby nie ulać przedmiotu.

W Szwecji tak to nie działa. Tam nauczyciele są po to, żeby uczyć i dyskutować. Wszyscy są sobie równi, przyjaźnie nastawieni i zwracają się do siebie na “ty”. Głupie pytania nie istnieją – każde pytanie prowadzi do znalezienia nowych rozwiązań. Świetne podejście. Dzięki temu, że moi szwedzcy koledzy zadawali naprawdę durne pytania dużo więcej się uczyłam! Dodatkowo luźna atmosfera i możliwość bezpośredniego zwracania się do profesorów naprawdę umożliwia z nimi dobry kontakt. A dobre kontakty to w dzisiejszym świecie podstawa.

W tym konkretnym przykładzie uważam, że Szwecja z nami wygrywa. Ale uważam, że trzeba być ostrożnym, aby równość w wyrażaniu poglądów nie zrównała się z arogancją. Jak w przypadku mojej koleżanki Emmy. Miesiąc temu Johan, jeden z naszych kolegów, miał obronę swojej pracy magisterskiej. Taka obrona jest otwarta, więc każdy się może na niej pojawić. Polega to na tym, że na początku prezentuje się swoją pracę, a później odpowiada na pytania egzaminatora i publiczności. Egzaminatorem (a jednocześnie promotorem) Johana był profesor, który w zeszłym roku przeszedł na emeryturę. Co tu dużo mówić – gość mega mądry, wymagający i dociekliwy, a przy tym starszej daty, więc lubiący czuć do siebie estymę. Taki trochę bardziej hierarchiczny gość. Co dwa zdania przerywał Johanowi prezentację, zadając pytania. Emma nie wytrzymała i chamsko zwróciła mu uwagę, że nie powinien przerywać, bo inni chcą słuchać. Nie wzięła pod uwagę, że gość jest starszy. Nie pomyślała, że zrobił naszemu koledze przysługę, zgadzając się jeszcze zostać jego promotorem. Nie uznała, że ze względu na wiek, wiedzę czy staż może zasługuje na inne traktowanie. Ja uważam, że przesadziła. Ale może to moje polskie nawyki dają o sobie znać. W tym przypadku myślę, że dobre polskie nawyki. A jak Wy sądzicie?

Na marginesie – Johana najbardziej zdenerwował fakt, że Emma i jego promotor zaczęli się kłócić, robiąc z jego obrony cyrk. A to miało być jego show, a nie ich.

  • Faktycznie, nie powinien przerywać, ale jak był jego promotorem, to miał do tego prawo. Poza tym, to chyba sprawa Johana?

    • Ola

      Sprawa Johana, ale Johan jest zbyt szwedzki i ugrzeczniony, żeby zareagować w odpowiedni sposób i w odpowiednim momencie. Jego komentarz, że wolałby aby to było jego show a nie ich usłyszałam dwa tygodnie po fakcie, gdy na spokojnie wszystko przemyślał :)

  • Takie teksty budzą we mnie tęsknoty za ponownym studiowaniem za granicą… :)
    To jest takie super, kiedy można się w studia naprawdę zaangażować i kiedy one naprawdę uczą i fascynują. Bardzo fajnie brzmi ta Twoja szwedzka uczelnia, bardzo ludzko. Też kiedyś studiowałam przez rok Akustykę, ale ostatecznie okazało się to nie dla mnie – ciekawe, czy inna uczelnia by coś w tej historii zmieniła:P

    • Ola

      Dzisiaj znowu dostałam porządną dawkę inspiracji na temat różnic kulturowych i jak to jest tutaj – postaram się wrzucić coś na ten temat już niedługo :) A co do akustyki to właśnie widziałam w ostatnim Twoim poście, że to od niej zaczynałaś… Cóż ja tak samo jak Ty uważam, że bardzo dużo zależy od nauczyciela, więc na pewno inaczej mogłoby Ci się życie potoczyć. Pytanie czy lepiej :)

  • Pingback: Bliższy Polakowi Szwed czy Chińczyk? – kilkasrokzaogon()