Notka #7 – Łośki

Usiadłam przed komputerem trzy godziny temu z mocnym postanowieniem, że w końcu skończę obiecanego posta o Londynie. Ale tu jakieś gotowanie, tu jakiś skajp (no dobra… wiadomo, że fejs też), tam jakieś pranie i efekt jest taki, że dłuższy post chyba musi poczekać do trochę luźniejszego wieczoru… Ale pomyślałam, że może krótka wzmianka na temat szwedzkich łośków (dwuznaczność zamierzona) trochę Was rozchmurzy i osłodzi zawód spowodowany brakiem bardziej konkretnego wpisu :)

Nie wiem czy wiecie, ale łoś pospolity zwany czasem również pospolicie łośkiem jest niejako symbolem narodowym Szwecji. Przynajmniej dla mnie. Łosia można spotkać na każdym kroku, na przykład:

1. W parku – zadomowionego i za ogrodzeniem. Takiego do oglądania i robienia sobie z nim selfie. W Göteborgu łosie można oglądać w parku miejskim Slottsskogen położonym w centrum miasta. Zdjęcie poniżej przedstawia uroczą rodzinkę. Zostało wykonane dwa lata temu. Dzisiaj ten maluszek jest duuuużo większy! W Slottsskogen zwierzaki znajdują się w specjalnie odgrodzonej części. Co w tym przypadku oznacza, że oglądanie ich jest bezpieczne. Spotkanie z łosiową mamą i jej dzieckiem podczas spaceru w lesie może być dosyć groźne.

A tak nawiasem mówiąc w Slottsskogen można również zaprzyjaźnić się z innymi zwierzakami. Jeśli będziecie przelotem w Göteborgu polecam szczególnie przespacerować się koło fok oraz pingwinów. Pingwiny zaręczam nie są z plastiku. Wystarczy poczekać do około 22:00 i zaczynają się ruszać!

2. Na drodze – kilka metrów przed maską Twojego samochodu – a wtedy dobrze, jeśli nie masz na liczniku więcej niż 30 km/h i zdążysz zahamować, bo przy zderzeniu z łosiem bez szwanku może wyjść tylko porządna ciężarówka… A i to niekoniecznie. Niektórzy kierowcy ciężarówek twierdzą wręcz, że zderzenie z łosiem to jak zderzenie ze ścianą.

W związku z tym chyba nie powinny dziwić znaki ostrzegawcze, które można zobaczyć w Szwecji. U nas w Polsce znaki ostrzegające o możliwości spotkania na drodze zwierzęcia zazwyczaj prezentują poczciwą krowę lub radosną (chyba) sarnę. A w Szwecji znak “uwaga zwierzęta leśne” wygląda tak:

3. Na boisku do koszykówki – jak w przypadku mojej koleżanki Marty. Ona przeżyła spotkanie pierwszego stopnia z łosiem gdy grała z mężem i tatą w koszykówkę. Po prostu wyszedł spomiędzy domów i chciał się dołączyć do gry… Wspominała że nigdy wcześniej ani później tak szybko nie biegła…

4. W lesie – takiego niekoniecznie zadomowionego i za ogrodzeniem – wtedy najlepiej biec równie szybko jak Marta i najlepiej w zupełnie innym kierunku niż zwierz! A dokładniej (jeśli mam brać pod uwagę konkretne terminy fizyczne) to najlepiej poruszać się z prędkością o tym samym kierunku, ale przeciwym zwrocie – zapewniającym oddalanie się od łosia, a nie zbliżanie do niego – i bardzo dużej wartości :)

A tak całkiem serio mnie się nie udało spotkać jeszcze łosia na żywo, nie za ogrodzeniem. I mam nadzieję, że może nie będę miała takiej okazji. Ale jak to mówią “nadzieja matką głupich”, więc lepiej wiedzieć jak należy się zachować gdy nadejdzie wielki moment. Po pierwsze: łoś nie zaatakuje jeśli nie poczuje się zagrożony, więc jeśli widzisz łosia w oddali to zwiewaj. Zobaczy cię i usłyszy oczywiście, ale ponieważ ustępujesz mu pola to nie będzie cię atakował. Niby po co? Jeśli nie czuje się zagrożony nie widzi takiej potrzeby. Zaatakuje, jeśli poczuje, że jesteś niebezpieczny i naruszasz jego terytorium. Po drugie: jeśli masz pecha i łoś cię atakuje to zwiewaj. Proste? Jak tylko spotkasz łosia to biegnij! I tyle! W przypadku gdy zwierzę jest bardzo blisko pomaga też skrycie się za drzewem. Łoś nie będzie cię gonił, jeśli poczuje, że usunąłeś się z jego terenu – także, jeśli zgubi cię z oczu założy, że już zostałeś przepędzony i prawdopodobnie da ci spokój… No chyba, że jest pijany. Bo pijane łosie też można spotkać. Najczęściej na jesień kiedy ich ulubionym przysmakiem stają się spadłe na ziemię i już sfermentowane jabłka. O pijanych łosiach możecie trochę poczytać na Szwecjoblogu.