Wrześniowe cytaty

Jednym z jesiennych postanowień, które podjęłyśmy wpsólnie z Agnieszką było: więcej czytać. Koniec z ogłupianiem się i wmawianiem sobie, że nie mam czasu czytać. Wyznaję zasadę, że jak ktoś coś bardzo chce zrobić to zawsze znajdzie na to wolną chwilę. A wymówki w style “nie mam czasu” w ogóle powinny być wyjęte z mojego słownika. Ktoś nie ma czasu się ze mną spotkać? To po prostu znaczy, że ma inne priorytety i przeznacza swój czas właśnie na nie. Lub po prostu nie ma ochoty na spotkanie akurat ze mną… Ale to już inna bajka.

(Fotograf: Jan Jastrzębski)

Wracając do meritum – książka na tydzień miała być co najmniej jedna i na szczęście nie ustaliłyśmy czy musi to być bardzo wzniosła literatura. Jestem przekonana, że Agnieszka wybiera ambitne pozycje, ale ja jestem trochę mniej wymagająca i stwierdziłam, że subtelna powieść obyczajowa z delikatnymi elementami romansu w stylu Rosamunde Pilcher to coś w sam raz na teraz. Ja w ogóle bardzo rzadko gardzę lekkimi pozycjami. Zwłaszcza ostatnio. Cytaty są wrześniowe, bo pozycja którą właśnie skońyczłam to “Wrzesień” Pilcher. Autorka jak zwykle mnie nie zawiodła. Dostarczyła spokojnej rozrywki i kilku przemyśleń. Pozycja jest nienachalna, ale pełna wnikliwych obserwacji dotyczących relacji międzyludzkich. A wszystko to okraszone opisami pięknych dworów szkockiej arystokracji oraz mglistej i deszczowej przyrody. Być może przewinęło się tam też trochę bardziej słonecznych opisów, ale jako że za oknem w realu mgliście i zimno, to szybko po nich przemknęłam.

Pilcher powoli i subtelnie buduje napięcie. Nie wiem dlaczego, ale już od pierwszych rozdziałów spodziewałam się najgorszego… Być może naoglądałam się ostatnio za dużo filmów akcji i stąd takie oczekiwania. Na szczęście nie do końca spełnione, gdyż “Wrzesień” to nie literatura grozy, więc przerażenie po chwili mija i się uspokajamy. Do momentu gdy w momencie kulminacyjnym coś złego i smutnego jednak się dzieje.

Rozterki bohaterów są przedstawione bardzo dyplomatycznie. Nie wszystko jest podane nam na talerzu – musimy trochę wczuć się w daną postać. Historia nie jest bardzo skomplikowana, ale misternie splata się w całość. Po dramatycznym epizodzie czeka nas spokojne i stonowane zakończenie. Pilcher podkreśla w nim co w życiu jest najważniejsze. Nie fajerwerki, nie imprezy, ciężka praca czy zrealizowane projekty, ale ludzie. Relacje z przyjaciółmi i rodziną.

Poniżej udało mi się zgromadzić parę (dokładnie to 14) cytatów. Część z nich po prostu mnie rozbawiła lub odnosiła się do czegoś o czym ostatnio myślałam, ale ogólnie większość po prostu uczy. Mówi o tym co w życiu ważne. I o tym jak tego życia nie marnować. Niektóre z tych cytatów są trochę zbyt patetyczne jak na mój gust, ale i tak je tu zamieściłam, bo po prostu uważam, że zasługują na uwagę. Chyba o tych poważnych sprawach trzeba czasem mówić w taki egzaltowany sposób… Sama nie wiem. Ale nie martwcie się – dwa najbardziej górnolotne i kwieciste fragmenty Wam odpuściłam, żeby nie było zbyt cukierkowo! No to zaczynamy…

Pierwszy fragment pojawia się tutaj z tego prostego powodu, że skojarzył mi się z wpisem z super bloga Ilony – znajdziecie go tutaj. To bardzo ciekawy tekst o sprzątaniu i minimalizmie, a także o tym jak ważne jest to by otaczać się tylko potrzebnymi przedmiotami. Po polecaną tam książkę zdecydowanie sięgnę. Jest na mojej liście TO READ.

– Postępujesz – powiedział – wedle zasad Williama Morrisa.

– To znaczy?

– Masz w swoim domu tylko to, co użyteczne lub co uważasz za piękne.

Kolejne fragmenty doskonale określają jak czasem potrafimy nie doceniać tego co mamy. Coś jest dla nas tak oczywiste, że aż już tego nie dostrzegamy. Przecież to oczywiste, że wszystko nam się należy. Tak samo jest z osobami wokół nas. Nie okazujemy im wdzięczności i szacunku, bo przecież zawsze były, są i będą. Jakie to mylne zazwyczaj boleśnie odczuwamy przy stracie. Dlatego warto poświęcać czas na to by odczuwać wdzięczność i okazywać ją innym.

Jej śmierć była tak nieoczekiwana, że popadł w stan szoku, nie mogąc uporać się z nagim faktem, iż odeszła na zawsze. Bardzo ją lubił na swój zdystansowany i niesentymentalny sposób, ale zasadniczo uważał ją za stałe źródło jedzenia, picia, czystych ubrać, ciepłych łóżek i, jeśli tego potrzebował, wsparcia moralnego.

(…) Noel poczuł ukłucie tęsknoty za tym wszystkim, co traktował jako tak naturalne, nie znajdując nawet czasu by to docenić.

O co zwykle kłócą się rodziny? Jak widać poniżej ponoć o pieniądze. Cieszę się, że u mnie jakichś większych w związku z tym kłótni nie było – miałam dużo szczęścia! Ale jak widzicie Pilcher twierdzi, że to całkiem normalne kłócić się o pieniądze.

– Czasami wybuchały najbardziej zdumiewające kłótnie. Zwykle o pieniądze.

– O to zwykle kłócą się rodziny. Ale ja nie wyobrażam sobie, żeby twoja matka cierpiała na materializm.

– Wręcz przeciwnie. Miała własną filozofię życia i zbiór truizmów na domowy użytek, z którymi występowała w chwilach napięć lub w środku jakiejś naprawdę przykrej sprzeczki. Jednym z nich było, że szczęście tworzy większość tego, co się ma, a bogactwo większość tego, co się miało. Brzmiało to sensownie, ale nigdy nie zrozumiałem do końca tej logiki.

A poniższy fragment po prostu mnie wzruszył. Ile z nas może powiedzieć, że poślubiło swojego najlepszego przyjaciela? Ile z nas będzie mogło powiedzieć po 30 latach małżeństwa, że nadal jest się ze swoim najlepszym przyjacielem? Ile może powiedzieć tak już teraz? Oby jak najwięcej!

Wiesz, poślubiłam najdroższego przyjaciela, a pod koniec trzydziestu lat małżeństwa on nadal był moim najdroższym przyjacielem. Niewiele kobiet może to powiedzieć.

Ach ci biedni niezdecydowani mężczyźni… Nie wiedzą czy chcą wychudzone, wiecznie głodne “kobiety sukcesu” czy może “kury domowe”. Chyba jak zwykle złoty środek byłby tu najlepszy. Panowie ładnie prosimy o łaskawą pomoc – tak byśmy mogły realizowac się trochę w obu tych kierunkach!

Znowu szukanie numerów tych wszystkich wychudłych i pięknych kobiet, karmienie ich, słuchanie ich gadania. (…) Westchnął. Robił to jednak dotąd i nie było powodu, żeby nie miał robić nadal. Inna możliwość, inna ścieżka prowadziła w dalszy związek. I wiedział, że dla Aleksy i wszystkiego co reprezentowała, tym razem musiałoby to być na dobre. Życie z wziętą na siebie odpowiedzialnością – małżeństwo i zapewne dzieci.

Być może już czas. Trzydzieści cztery lata, a ciągle opętany niepewnością niedojrzałości. Podstawowe, głęboko zakorzenione obawy klekotały nad nim swoimi kośćmi niczym grupa ponurych szkieletów zaczajona w jakimś zapomnianym schowku. Być może już czas, ale ta perspektywa napełniała go grozą.

O starości słów kilka. Violet twierdzi, że najgorsze w starości jest zamartwianie się o swoich bliskich:

Najgorsze w starości – stwierdziła Violet – jest to, że poczucie szczęścia umyka w najbardziej nieodpowiednich chwilach. Powinna teraz być szczęśliwa, a nie jest. Miłość i oddanie niosą radość, ale mogą też perfidnie przywiązać komuś kamień do szyi.

I jeszcze kilka słów o życiu. Czasem wydaje nam się, że tylko skończę te studia, tylko skończę tej projekt, przeniosę się do innej firmy, a będę mieć więcej czasu… A to nieprawda. Musimy mocno pracować, aby nie wpaść w wir zajęć i nie pozwolić by lata się nam wymykały. Dobrze byłoby znaleźć czas by po prostu usiąść i patrzeć na żonkile:

Ze smutkiem stwierdziła nie po raz pierwszy, że im człowiek starszy, tym bardziej zajęty, czas płynie szybciej, nowe miesiące brutalnie spychają stare z drogi, a lata wyślizgują się z kalendarza w przeszłość. Kiedyś to był czas. Czas na to, by stać lub siedzieć i po prostu patrzeć na żonkile.

O miłości trochę pompatycznie, ale za to bardzo mądrze i prawdziwie. Bo Rosamunde Pilcher to jednak osoba przenikliwa i doświadczona, tak samo jak bohaterka jej książki. Gonimy za wymarzoną doskonałością, podczas gdy ona zazwyczaj nie istnieje. A już na pewno nie od tak na zawołanie – wymaga czasu i dużo pracy.

– Widzisz, mam dziwne poczucie, że ty i ja jesteśmy dość podobni. Ja tak naprawdę nigdy nie wiedziałam, czego chcę, a kiedy to otrzymywałam, stwierdzałam, że w rzeczywistości nie jest mi to potrzebne. Bo ja szukałam czegoś , co nie istnieje.

– Czy mówisz o konkretnym człowieku, czy o sposobie życia?

– O jednym i o drugim. Czyż nie wiążą się ze sobą? I o doskonałości. Ostatecznej. Ale ona się nie realizuje, bo nie istnieje.

Miłość nie polega na poszukiwaniu doskonałości, lecz na wybaczaniu strasznych błędów. Wszystko to sprawa kompromisu. I rozpoznania chwili, w której przychodzi czas na decyzję, czy idę na ryby, czy zdejmują przynętę.

Mężczyzna bardzo szczerze i z dużym poczuciem humoru o swym strachu i niepewności:

Boję się składać obietnice, bo nigdy nie byłem na tyle przyzwoity, by ich dotrzymywać.

A poniżej dwa cytaty o życiu, które chyba nie wymagają komentarza. Są tak prawdziwe! Wszyscy to wiemy! A jednocześnie czasami tak bardzo trudno jest postępować w myśl tych zasad.

Lęk to najgorszy z powodów robienia czegoś lub nie robienia niczego. Jest negatywny. Tak jak nie robienie czegoś, bo co ludzie na to powiedzą. Pandora, nie możesz tak postępować! Co ludzie powiedzą! Tak jakby to miało znaczenie.

Masz tylko jedno życie. Drugiej szansy nie będzie. Jeśli coś naprawdę dobrego prześliźnie ci się między palcami, to przepadnie na zawsze. I potem resztę życia spędza się na poszukiwaniu tego… Od jednej przygody do innej. W końcu przychodzi dzień, w którym stwierdzasz, ze to wszystko na nic. Daremne. Po prostu strata czasu i wysiłku.

Ponieważ ostatnio mam wrażenie, że w moim życiu za mało jest ciszy, to bardzo spodobał mi się poniższy fragment. Dodatkowo chciałam podkreślić jak czasem bieg za czymś pięknym i niezwykłym nie musi być koniecznie tym czego naprawdę nam trzeba. Czasem ważniejsza jest prostota i zrozumienie.

Wiatr wiał przez otwarte okna, golf zanurzał się między wzniesienia, a Noel nie spieszył się. Samotność była dziwnie kojąca, mała przestrzeń na oddech, w której można zebrać jedne myśli, a innym pozwolić na błądzenie. Ruszając, zamierzał włączyć radio, ale potem zrezygnował z tego, bo nagle zapragnął ciszy. (…) Szczęście tworzy większość tego co się ma. Co więc miał?

(…) Odpowiedź była żałośnie prosta. Dziewczynę. Nieskomplikowaną i niezbyt piękną. Właściwie zaprzeczenie każdej z kobiet, jakie przewinęły się wcześniej. Dziewczynę, która go kocha. Nie dla rozrywki. Która nie zadręcza go żądaniami. Ze stałością, która płonie jak jasny płomień.

I na koniec smaczek z ostatnich stron:

Zawsze kochałam swojego syna, ale ostatnio stwierdziłam, że niezbyt go lubię. Teraz wszystko się zmieniło. Może on uświadomił sobie, że drobne sprawy są w życiu czasem nieskończenie ważniejsze niż wielkie.

Ciekawa jestem czy też lubicie takie niewymagającą i nienachalną literaturę. Czasem trzeba się zresetować i przeczytać coś po prostu przyjemnego, czyż nie? Życzę Wam kochani miłego weekendu!