Szwedzkie zlepki – część 2

Dzisiaj będzie krótko (a przynajmniej miało być), treściwie i… rodzinnie!

Rodzinka

Od razu na wstępie od razu podkreślam, że w dalszym ciągu podtrzymuję moją tezę z wcześniejszego postu, że język szwedzki potrafi być niezwykle logiczny. I chociaż niektórzy stwierdzili, że jego prostota jest wręcz “prostacka” to ja niestety nie mogę się zgodzić. Mnie przecież nawet ciężko się zgodzić z twierdzeniem, że ta zlepkowata cecha szwedzkiego świadczy o jego prostocie… Gramatyka, niezbyt skomplikowana, może i o tym świadczy. Ale na pewno nie zlepienia. Bo popatrzcie przynajmniej na określenia rodzinne. U nas jest łatwo – mama, tata, babcia, dziadek, wnuk i tak dalej… U Szwedów oczywiście też jest – mamma lub mor (pierwsze to bardziej nasza mama,  drugie matka) czy też pappa lub far (tata oraz ojciec) – ale później zaczyna robić się trochę bardziej pod górkę…

Zacznijmy od dziadków. Oczywiście mamy rozróżnienie w zależności od tego, z której strony pochodzą rodzice, czyli istnieją cztery opcje:

mormor = mor + mor = mama mamy

morfar = mor + far = tata mamy

farmor = far + mor = mama taty

farfar = far + far = tata taty

Czyli pierwszy człon słowa stwierdza czyj, a drugi człon stwierdza kto – po prostu na odwrót niż w polskim. Nie takie trudne do zapamiętania. Do czasu, gdy trzeba tych określeń użyć w życiu codziennym! Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla każdego szwedzkiego dzieciaka jest oczywiste, że jedna babcia to mormor a druga to ta druga… Ale pomyślcie jak szybko plącze się ktoś, kto do takich nazw po prostu nie jest przyzwyczajony. Ja muszę myśleć 5 razy zanim powiem na głos, że mam na myśli akurat farmor – ale oczywiście to kwestia przyzwyczajenia. Z drugiej strony u mnie w domu, zawsze był problem jak mówiło się o babciach, bo obie są Marysie. Pechowo niestety. Więc przyjęło się, że mówimy o babciach po nazwisku. Co niektórym może wydawać się dziwne. I może świadczące o braku szacunku – chociaż mam nadzieję, że one tak nie uważają :) W szwedzkim domu nie byłoby takich problemów!

A teraz wyobraźcie sobie, że chcecie rozmawiać o swoich pradziadkach. Wtedy wygląda to tak:

farfars far = farfars + far = dziadka (od strony taty) tata

morfars mor = morfars + mor = dziadka (od strony mamy) mama

I tak dalej i tak dalej. Czyli podobnie jak w angielskim dodajemy s (tylko bez apostrofu), żeby zaznaczyć czyjąś przynależność. Czy zdajecie sobie sprawę ile jest takich kombinacji? A ile ich jest jeśli chce się rozmawiać o swoich prapradziadkach?! Nic dziwnego, że Szwedzi są tak mało rodzinni i raczej najchętniej egzystują wśród najbliższej rodziny. Toż to oszaleć można!

Podobnie jest w drugą stronę. Dziecko to barn, a wnuczek to barnbarn. Proste, ale jeśli ktoś chce być trochę bardziej konkretny to może użyć określeń typu:

dotterdotter = dotter + dotter = córka córki

dotterson = syn córki

sondotter = córka syna

sonson = syn syn

Analogicznie jak w przypadku dziadków. I muszę przyznać, że to też ma sens, bo poza tym, że od razu wiadomo czy mowa o wnuczku czy wnuczce, to – w przypadku gdy przeciętny Szwed ma dwójkę dzieci – możliwe że nawet od razu wiadomo o kim konkretnie mowa. Nie zmienia to faktu, że wszystko to może przyprawić o mały ból głowy. I chyba nie muszę już rozpisywać się na temat tego, jakie są określenia prawnuków, co?

Wiem, że pewnie już jesteście zmęczeni, ale zostali nam jeszcze wujkowie i ciocie! Czyli:

moster = siostra mamy

faster = siostra taty

morbror = brat mamy

farbror = brat taty

Jest dobrze. Po prostu trzeba się bardzo skupić opowiadając po szwedzku o swojej rodzinie. I doskonale wiedzieć kto jest czyim synem, bratem, córką, babcią czy ojcem…

Nowa rodzinka

Pisząc o nowej rodzince oczywiście mam na myśli wszelkiego rodzaju związki wytworzone w przypadku ślubu. Zapewne znacie kawały o teściowych plujących jadem. Wiecie też, że chyba mało kto darzy też olbrzymią miłością swoje synowe. A kochająca mama nigdy nie uwierzy, że nowy zięć to ktoś kto chociaż w połowie zasługuje na jej ukochaną córeczkę. Po prostu wiadomo, że relacje z nowo nabytą rodziną nie zawsze są najłatwiejsze. I trzeba mocno nad nimi pracować i ciągle starać się by były najlepsze jakie mogą być w zaistniałej sytuacji…

Ale Szwedzi w przypadku słów określających właśnie tych nowych członków rodziny przerośli samych siebie. Dali niezwykły pokaz typowego szwedzkiego humoru. Logika na najwyższym żelaznym poziomie. Kwintesencja szwedzkości po prostu. Określenia te są jednocześnie praktycznie definicją tych relacji. Powiedzcie sami czy to jest zabawne czy może trochę smutne. Bo ja aż nie wiem czy śmiać się czy płakać… Chociaż chyba jednak wolę się śmiać :) W ramach wstępu powiem tylko że przedrostek svära to nic innego jak po prostu przeklinać.

svärson = svär (przeklinać) + son (syn) = zięć

svärdotter = svär + dotter (córka) = synowa

svärmor = svär + mor (matka) = teściowa

svärfar = svär + far (ojciec) = teść

No i powiedzcie sami jak należy to rozumieć? Kto tu kogo przeklina? Teściowa zięcia? Czy może to synowa czy też teściowa jest sama w sobie przeklęta? Co sądzicie? Biedny teść… Że też się dostał do tej grupy. On to zazwyczaj stara się za bardzo nie mieszać a tak go tu wmieszali :)

EDIT: Zerknijcie poniżej do komentarza Miśki. Znajdziecie tam trochę bardziej profesjonalnego (ale też mniej zabanwego) podejścia do genezy tych słów!

A na koniec – smaczek

Nie wiem czy wiecie, ale Szwedzi co roku aktualizują swój słownik i wprowadzają do niego nowe słowa. Czasem są to konkretne określenia, będące w codziennym użytku. Mniej lub bardziej slangowe. A czasem są to zupełnie z księżyca wzięte określenia. Różnie bywa. Jak chcecie poczytać o tym więcej to lista nowych słów w 2016 roku jest opublikowana miedzy innymi tutaj. Oczywiście po szwedzku. Ale ja chcę pozostać w klimacie rodzinnym i przedstawiam Wam jedną konkretną formułkę z 2016 roku. Frerdik twierdzi, że faktycznie jest w obiegu i on zdecydowanie jest właśnie nim. Od niedawna, ale jest. Kim?

pappafeminist = tata feminista

Pewnie już macie swoje pomysły co to może znaczyć i zapewne domyślacie się dobrze. Tata feminista to nikt inny jak facet, któremu rodzi się mała i bezbronna córeczka. Facet, który uświadamia sobie, że ta jego bezbronna córeczka może mieć w życiu czasem trochę gorzej niż syn. Facet, który zostaje zwolennikiem (lub jeszcze bardziej zagorzałym zwolennikiem) idei feministycznych.

Bardzo szwedzkie. I może nie tylko szwedzkie? Jak sądzicie? Ja tam bym wolała, żeby nasi faceci byli feministami jeszcze zanim zostaną ojcami… I żeby nie wstydzili się tego okazywać. Ale to tak na marginesie. Przynajmniej dzisiaj. Miłego wieczoru!

  • Miśka

    Ten rodowód jest bardzo kuszący, ale okazuje się, że przedrostek svär- jest pozostałością staroszwedzkiego svær/sværa. Czyli nasze dzisiejsze svär- funkcjonowało sobie jeszcze ok. 500 lat temu jako samodzielne słowa. Generalnie jest to bardzo stary człon wywodzący się z praindoeuropejskiego *suek(u)ra *suek(u)ro (gwiazdka znaczy, że to rekonstrukcja). Co ciekawe, teściami w praindoeuropejskim określało się najwyraźniej jedynie rodziców małżonka.

    Samo ‘svära’ (staroszw. sværia) znaczy też ‘przysięgać’. Stąd też inna teoria, wg której teściowie to ‘zaprzysiężeni rodzice’ (bo przysięga się mężowi/żonie). Notabene też nieprawdziwa.

    • Ola

      Czyli w sumie co wynika z tego pierwszego akapitu? Wiadomo jakie znaczenie ma to słowo czy tylko są na ten temat jakieś teorie?

      A co do durgiej (notabene “też nieprawdziwej”) teorii to chociaż ma więcej sensu niż ta z postu to jednak jest dużo mniej zabawna :)

  • Ależ precyzja. Podoba mi się, że można w jednym krótkim słowie zawrzeć “babcia od strony mamy”. Faktycznie jest sporo nieporozumień z nazewnictwem członków rodziny, w ogóle mieszkając teraz w Wielkopolsce a pochodząc z Podkarpacia zauważam nawet drobne różnice polsko-polskie. U mnie w rodzinie nigdy nie używało się słowa “stryjek” albo już w ogóle “stryjenka” – każdy wujek był wujkiem, każda ciocia ciocią. Niektórzy moi znajomi z Poznania tak właśnie mówią :) I zamiast “wujek” mówią “wuja”. Na Podkarpaciu absolutnie nikt nie mówi “mój wuja” – to jest totalnie wielkopolskie.

    A przykład z teściowymi niezły :) Ja nie mam nic przeciwko, żeby zwracać się do teściowych inaczej niż mamo/tato, bo to brzmi nienaturalnie i wiele osób ma z tym problem. Mama jest tylko jedna, sorry :P

    • Co racja to racja, że mama tylko jedna :P Ale w sumie nie wiem czy w kontaktach face to face Szwedzi mówią do siebie per “teściowo” czy “zięciu”. Muszę zapytać :) U nas te określenia funkcjonują, ale raczej się tak do siebie nie zwracamy.

      Ciekawe z tymi stryjkami i wujami. U nas tez nigdy czegoś takiego się nie używało!