Powalentynkowo czyli krótko o wdzięczności

Na początek trzy krótkie  sprawy gwoli wyjaśnienia.

Sprawa pierwsza:

Ostatnio troszeczkę zniknęłam z bloga i nie mogę obiecać, że nie zniknę znowu. Walczę z nowymi ustawieniami bloga, domeną i te de… Więc jeśli ktoś ma ochotę oraz umiejętności wystarczające do tego, aby mi w tych walkach pomóc to oczywiście zapraszam do kontaktu :) Będę wdzięczna! Dodatkowo trochę ostatnio mam gości (ale o tym później w poście), a także za tydzień się przeprowadzam (ale o tym może ogólnie później), więc na wszystko inne jakoś tak nagle zrobiło się mniej czasu. Trochę się u mnie dzieje, więc bardzo proszę bądźcie cierpliwi. Postaram się wrócić z nowymi pomysłami i zapałem do ich realizacji już niedługo!

Sprawa druga:

Walentynki w Szwecji to:

alla hjärtans dag

Czyli po polskiemu “dzień wszystkich serc”. A to znaczy, że mogę powalentynkowo stwierdzić, że walentynki nie są tylko świętem zakochanych – jak niektórzy usilnie próbują nam wmówić. Można je wręcz wykorzystać do okazania trochę miłości i wdzięczności wszystkim naszym bliskim. Wszystkim sercom dookoła!

Sprawa trzecia:

Temat wdzięczności pojawia się na blogu tu i tam (np. tutaj lub tutaj). I na pewno będzie się jeszcze pojawiał. Powodem tego, że troszkę na ten temat przynudzam jest fakt, że niesamowicie wierzę we wdzięczność i jej okazywanie. Docenianie tego co nas otacza, ludzi wokół nas, naszych osiągnięć i nas samych prowadzi po prostu do szczęścia. Małe rzeczy prowadzą do wielkich. Docenianie drobnych gestów pozwala nam dostrzegać wielkość uczucia i wsparcia, które się za nimi kryją. Pochwalenie koleżanki z pracy poprawi humor nie tylko jej, ale i nam, a może owocować może nie od razu wielką przyjaźnią, ale pozytywną atmosferą w miejscu, w którym spędzamy większość swojego dnia. Okazywanie wdzięczności przyjaciołom, nauczycielom, rodzicom czy babciom za to w jaki sposób nas kształtowali i kształtują oraz docenienie jak nieustannie nas wspierają sprawia, że dostrzegamy jak dużo dobrych ludzi jest wokół nas…

Uwierzcie, że przykłady mogłabym mnożyć. Niektóre lepsze, niektóre trochę gorsze. Co nie zmienia faktu, że docenianie tego co dobre w naszym życiu jest ważne. Więc gwarantuję Wam temat wdzięczności będzie się pojawiał w wielu miejscach w dalszym ciągu.

Wdzięczności można się nauczyć. Jednym ze sposobów prowadzącym do tego by bardziej pozytywnie żyć to uświadamiać sobie jak dużo małych i dobrych rzeczy dzieje się wokół nas. A to jest ćwiczenie samo w sobie, bo naszą narodową cechą jest narzekactwo i malkontenctwo. Nawiasem mówiąc to nie tylko nasza narodowa cecha… Szczerze mówiąc im więcej spotykam osób z innych krajów tym bardziej wierzę, że jest to “cecha narodowa” wszystkich :)  Naprawdę trzeba UCZYĆ się dostrzegać pozytywy w tym co się wokół nas dzieje.

Proponuję by codziennie każdy z nas poświęcił chwilę by świadomie docenić te wszystkie małe sprawy, o ile na to zasługują. By docenić i okazać wdzięczność swoim bliskim za drobne gesty. By docenić swoją pracowitość, wytrwałość, cierpliwość, opiekuńczość czy inną cechę. By po prostu docenić piękną pogodę… Im więcej dostrzeżemy drobnostek w tym większą i lepszą całość się one złożą!

Żeby nie było zbyt patetycznie poniżej kilka moich przykładów. To znaczy drobnostek, za które miałam okazję ostatnio być wdzięczna.

I przy okazji jak szukać pozytywów nawet w minimalnie żenujących momentach.

Drobnostka nr 1 – Walentynki

Wiem, że jestem straszą ekshibicjonistką i w ogóle. Ale mimo, że oficjalnie walentynek nie obchodzę (bueee…) to jednak miło w taki dzień mieć obok siebie swoją drugą połówkę. Nic dziwnego. Jak przychodzi co do czego to każdy powód do świętowania jest dobry. A czyż wspomnienie św. Walentego (patrona osób chorych umysłowo, nerwowo i na epilepsję) nie jest doskonałym powodem…? Wiadomo, że jest. Zresztą 14 II jest również dniem świętych Cyryla i Metodego – patronów Europy. Toż to jeszcze lepszy powód do świętowania (dzięki za informację Aga)!

Ale do rzeczy. Ponieważ Krzysia u mnie nie ma to było mi minimalnie smutno. Ale niepotrzebnie. Dostałam śliczną paczuszkę z masą miłości w środku. Miał dużo szczęścia, że dotarła idealnie na walentynki a nie np. w piątek, kiedy przyjeżdża :)

Takie drobne gesty sprawiają, że oczywiście czujemy się bardzo kochani. Warto okazać za nie trochę wdzięczności. Zwłaszcza jeśli – jak w przypadku tego listu – wiemy, że były one okupione wielkim bólem twórczego rodzenia…

Drobnostka nr 2 – wizytacja

Odwiedziny koleżanek z Polski. Bardzo bardzo dziękuję wszystkim, którym chce się przyjeżdżac do tego ponurego, zimnego, północnego kraju – zwłaszcza w lutym. Dziękuję Marcie i Zuzie, że mnie w ostatni weekend tak wspaniale wspierały w zimowym dołku. Przemaszerowałyśmy miliony mil szwedzkich w pięknym słońcu i nałapałam witaminy D na kolejne dwa miesiące.

Nawiasem mówiąc jestem mega wdzięczna Niebiosom, że miałyśmy taką śliczną pogodę! Taki jedyny w swoim rodzaju błękit nieba to tylko w Szwecji:

(Fotograf: Marta Giza)

Drobnostka nr 3 – Tinder

Jem sobie kulturalnie lunch z połową mojego działu i podchodzi kolega z innego działu i mówi:

– Hej, wybacz ale muszę o coś spytać, okej?

Ja, biedna i niczego złego się nie spodziewająca (ach te różowe okulary…), podejrzewająca, że może chodzi o jakiejś POMIARY:

– Jasne! O co chodzi?

Otóż nie, nieświadoma Olu. Chodzi o tindera.

– Przeglądałem ostatnio tindera i mega się zdziwiłem jak zobaczyłem wśród dziewczyn imię “Ola”. Patrzę, patrzę a to ty. Możesz mi wyjaśnić o co chodzi? Przecież masz na imię Aleksandra?

FAIL. I wstyd. No ale trudno.

Odwieczny problem w Szwecji i innych krajach skandynawskich. Próba tłumaczenia, że Ola to skrót od Aleksandra – “ależ to nie ma sensu” – nic nie daje. I że w Polsce to zdecydowanie żeńskie imię – “ale przecież Ola to Ola, czyli facet” – również niewiele daje. No nie ma co tłumaczyć. Wiadomo, że nie ma sensu skrót Ola dla Aleksandra. I wiadomo, że Ola to facet. Ole! Po prostu się z tym pogódźcie! Im szybciej tym lepiej…

Wam oczywiście nie muszę się głupio tłumaczyć dlaczego kolega ten znalazł mnie na tinderze, nie? Wiadomo, że został zainstalowany jedynie w celach poznawczych i naukowych pod wpływem znajomych z Polski.

Plusy sytuacji? Wspomniany Szwed, o wdzięcznym imieniu Ola ( a jakże), stwierdził że od dzisiaj nie będzie używał Aleksandry tylko Oli, bo “fajnie że jakaś dziewczyna ma na imię tak samo jak ja”. Zwycięstwo! Drugi plus – dzięki temu przypomniałam sobie, że dobrze by było odinstalować tego tindera. Za dużo znajomych w Göteborgu. Jeszcze doniosą Krzyśkowi… Jest za co być wdzięczną :)

Drobnostka nr 4 – Mamusia

Jako, że już w piątek odwiedza mnie Krzyś – i będziemy obchodzić spóźnione walentynki i urodziny – to moja kochana rodziciela kompletuje wszelkiego rodzaju dobra, których w Szwecji nie ma (lub nie wiadomo gdzie są), w celu przekazania mi ich na teren Göteborga. Dziękuję! Wyobraźcie sobie jak czuję się kochana jak dostaję wspaniały zapas kaszy jaglanej! Nie wspominając o masie innych naprawdę super produktów – koniecznie zdrowych.

Niby dorosła, ale zawsze to miło zostać dopieszczoną przez mamusię :)

A Wy za co jesteście dzisiaj szczególnie wdzięczni?