Czego mi brakuje w Szwecji?

Jakoś tak za każdym razem jak jadę do Polski nachodzi mnie chęć, żeby trochę pomarudzić. Jest to zapewne związane z chwilą wolnego czasu pozostającego w kolei w związku z a to koczowaniem na lotnisku już 3 godziny przed odlotem, a to z długą podróżą pociągiem relacji Warszawa – Kraków (jako, że nadal nie ma bezpośrednich lotów na linii Göteborg – Kraków…). No więc ta chęć mnie nachodzi aby tak po prostu i po polsku, a właściwie to zupełnie po ludzku, ponarzekać. Na Szwecję. Bo wbrew opiniom niektórych nie jest to kraj mlekiem i miodem płynący. Na pewno pod wieloma względami jest wyjątkowy, piękny i niesamowity, ale tak samo pod innymi względami wyjątkowe są inne miejsca. Tak więc dzisiaj lista rzeczy, który powoduje, że żal i tęsknota za daleką ojczyzną ściska mnie przynajmniej raz na tydzień.

Dzisiejszy post nie będzie politykowaniem (przykładowo o tym czy Szwecja “upada”, czy też że robi się “niebezpiecznie” lub “za dużo tu już imigrantów”), a jedynie zbiorem luźnych spostrzeżeń. Dajcie znać co myślicie o mojej małej liście i czy Wam też by to przeszkadzało, czy może po prostu się starzeję…?

Tak więc czego mi brakuje w Szwecji:

Słońca

Pierwsze co przychodzi do głowy po wylądowaniu w Polsce to właśnie słońce. Notoryczny brak słońca powoduje u mnie stan mocno dołkowy. Nie sądzę, aby ten troszeczkę negatywny post by powstał gdyby nie ciągły niedobór witaminy D.

Gwoli sprostowania to właściwie w tym roku nie powinnam marudzić na pogodę. Słońce naprawdę pojawiało się regularnie prawie przez całą zimę. Na krótko bo niestety dzień w zimie jest krótki, ale jednak się pojawiało! Nie tak jak podczas mojej pierwszej szwedzkiej zimy, kiedy od listopada do marca koło 10:00 robiło się po prostu w miarę jasno, o 14:00 już zapadał zmrok, a słońca nie dało się w przeciągu tych miesięcy uświadczyć. Mimo tegorocznej bardziej słonecznej zimy jednak krótkie dni dołowały zwłaszcza przez ostatnie tygodnie*, bo typowa Göteborska pogoda dawała o sobie znać. Deszcz, deszcz i mżawka, i deszcz. I słońce, ale tylko wtedy gdy siedzi się cały dzień w labie bez okien…

*Większość wpisu powstała już dwa tygodnie temu. Zwłaszcza ta część dotycząca pogody. Od tego czasu wiosna zawitała również do Szwecji i w końcu łapiemy słońce!

Przyjaciół

Ten punkt jest stricte nostalgiczny. Brakuje mi moich polskich przyjaciół. I wiadomo, że w Szwecji przyjaciele i znajomi też są super, ale jednak tęskni się za tymi wszystkimi zostawionymi w Krakowie, których teraz siłą rzeczy widuje się tylko od czasu do czasu…


Pewnie jak wrócę do Polski na stałe za moimi szwedzkimi znajomymi też będę trochę tęsknić. Taki typ :)

Rodzinki

Znów nostalgicznie. Brakuje mi rodzinki. Ale w odróżnieniu od przyjaciół to jej sobie w Szwecji nie mogę randomowo uzupełniać :)

Normalnej służby zdrowia

Wstyd się przyznać, ale nie byłam jeszcze w Szwecji u lekarza. Szczęście, że nie musiałam być. Na jakieś badania kontrolne zawsze umawiam się gdy jestem na chwilę w Polsce. I im więcej rozmawiam ze znajomymi tym jestem pewniejsza, że dobrze robię nie nawiązując bliższych więzi ze szwedzką służbą zdrowia. Przykłady? Proszę bardzo.

Koleżanka L.

Koleżankę L. (wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zamierzone i nieprzypadkowe) bolało śródstopie. Nie wiedziała czy coś sobie tylko nadwyrężyła, czy może coś złamała przy jakimś dziwnym ruchu, czy może to jakiś egzotyczny motyl nie złożył w niej swoich jajeczek jako, że dopiero wróciła z podróży do Azji (to już moja inwencja twórcza, jak ktoś nie wie o co chodzi to odsyłam do historii pana Wojtka Cejrowskiego). Po tygodniu gdy ból nie ustępował udała się do lekarza. Tamten wypytał ją o objawy i zaczął googlować. Doktor Google przepisał krem. Wizyta oczywiście płatna – Koleżanko L. następnym razem możesz uleczyć się sama! Nawiasem mówiąc Koleżanka L. miotała się z problemem przez jeszcze ponad dwa miesiące i była u lekarza jeszcze dwa razy. Z podobnym  skutkiem. Ból w końcu samoistnie ustąpił. Cud!

Kolega A.

W zeszłym roku w okolicy stycznia mojego kolegę, którego będę tu nazywać roboczo Kolegą A, nawiedził okropny ból pleców. Nie był w stanie się wyprostować przez co notorycznie chodził zgięty. Tylko nachylenie pleców równolegle do ziemi było w jakimś stopniu dla niego znośne. Plecy nadal go bolały, ale ból nie promieniował do nóg. Kolega A. okazał się bardziej zaznajomiony z realiami szwedzkiej służby zdrowia, więc zrobił reasearch przed wybraniem się do lekarza. Googlował i wypytywał swoich znajomych lekarzy co to może być. Gdy więc w końcu udał się na wizytę już miał postawioną diagnozę (zwężenie światła kręgów) oraz wiedział, że zalecana jest JAK NAJSZYBSZA operacja. Po poinformowaniu w Szwecji lekarza o swoim problemie, ten zlecił rezonans i po konsultacjach z kolegami zgodził się, że diagnoza Kolegi A. była prawidłowa. Najbliższy termin operacji – jakoś tak za dwa lata, ale w sumie to nie wiadomo… Po pięciu miesiącach miotania się od lekarza do lekarza i sprawdzaniu innych możliwości (między innymi operacji w prywatnej klinice w Polsce) Kolegę A. ból trochę odpuścił. Obecnie Kolega A. czeka na operację tę za “prawdopodobnie dwa lata”, a tymczasem jakoś jest w stanie normalnie chodzić. Kolejny cud! W tej Szwecji to sami cudotwórcy pracują.

Koleżanka L.

Koleżanka L. (zbieżność imion przypadkowa) miała wykonywany niewielki zabieg chirurgiczny w okolicach brzucha. Nie pytajcie o szczegóły – ja się nie znam, a poza tym trochę prywatności proszę. Co będzie jak ktoś rozpozna o kim mowa?! W każdym razie wszystko pięknie, ale już na początek Koleżance L. wkłuto wenflon w mięsień zamiast w żyłę. Nikt się nie zorientował do momentu gdy Koleżanka L. zaczęła się źle czuć i stwierdziła, że boli ją ręka. Dopiero wtedy zauważono, że strasznie spuchła (ręka, a nie koleżanka) i wkłuto się ponownie – tym razem prawidłowo. W związku z tymi zawirowaniami operacja trochę się opóźniła i ogólnie zamiast skończyć się o planowanej porze po południu skończyła się pod wieczór. Ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Koleżanka L. została wypisana tego samego dnia ze szpitala (mimo, że nie czuła się dobrze) z przykazaniem, że jakby się coś działo to niech dzwoni. Dlaczego? Bo nie było dla niej miejsca na sali pooperacyjnej… Dodatkowo Koleżanka L. nie miała ŻADNEJ kontroli po operacji. Nawet nie widziała się z lekarzem odkąd została wypisana. Może to normalne. Ja nie wiem, może się nie znam, ale zakładałam, że jakaś kontrola to by jednak była wskazana.

Kolega T.

Kolega T. ma chyba ze 100 lat i miał niedawno przeprowadzaną bardzo skomplikowaną operację biodra. Po wybudzeniu się, gdy jeszcze nie bardzo kontaktował, został grzecznie wypytany kto po niego przyjedzie. Ale zaraz… Jak to? To wychodzę dzisiaj? Okazało się, że podobnie jak wyżej nie było dla niego żadnego miejsca na sali pooperacyjnej. Oficjalny powód? Przy tak poważnej operacji należy szybko jechać do domu, żeby nie być narażonym na wszystkie bakterie i wirusy grasujące w środowisku szpitalnym. Ciekawe…

Także chyba rozumiecie, że wolę jednak polegać na kompetentnych polskich specjalistach.

Stoków narciarskich

Ciekawe, że nie ma tu normalnych stoków narciarskich. W tym tygodniu mamy wyjazd z pracy na narty, na który się strasznie napaliłam. Do czasu jak sprawdziłam sobie długość stoków w miejscu, do którego jedziemy! A jedziemy do Sälen, czyli ponoć jednego z większych ośrodków narciarskich w Szwecji. Ale co z tego jeśli najdłuższe stoki są tam krótsze niż 400 metrów!!! Ponoć na północy w Åre są bardzo fajne stoki. Ale to wiem ze słyszenia i nie uwierzę póki nie zobaczę. U nas w Polsce jednak jest kilka miejsc, w których można w miarę sensownie pojeździć.

(Sälen – Fotograf: Einar Røyne)

Spontaniczności

Trochę to związane z tęsknotą za przyjaciółmi polskimi i większą elastycznością, jeśli chodzi o umawianie się na spotkanie. Ze Szwedem nie umówisz się na piwo / do kina / na kawę (nawet taką niezobowiązującą u ciebie lub u niego w mieszkaniu) z mniejszym niż trzydniowe wyprzedzenie. A to i tak jak masz szczęście! Najlepiej planować z dwutygodniowym, EWENTUALNIE tygodniowym wyprzedzeniem.

Piaszczystych plaż

Pięknie jest nad morzem w Göteborgu, ale czasem mi brakuje niekończącego się piasku – ach te długie romantyczne spacery w letnie wieczory wzdłuż polskich piaszczystych plaż…

Chleba

Ja wiem, że w Szwecji są pyszne kanelbullar, semlor, kladkakor czy kardemumskorpor… Ale co z tego, jeśli nie da się tu kupić normalnego chleba?! Oczywiście JAKIŚ chleb w Szwecji można kupić, ale jest to albo tostowy pakowany klocek chlebopodobny bez żadnego smaku, albo wyglądający zupełnie obiecująco bochenek, który po pierwszym kęsie okazuje się SŁODKI. Bo na przykład z dodatkiem jabłek lub rodzynek. Ręce opadają. A do tego oczywiście solone masło. Bo masło nie solone to nie jest nic normalnego.

Nie żebym normalny chleb tak często jadła w Polsce, ale czasem fajnie by było kupić normalny, smaczny, porządny chleb. Chyba w końcu będę musiała zacząć wypiekać… Linda – poproszę przepis!

Normalnego składu

Ja rozumiem, że jestem w Szwecji i że jak kupuję jakieś urządzenie mniej lub bardziej codziennego użytku to instrukcja będzie po szwedzku. Podobnie jak przeglądam artykuły spożywcze czy kosmetyki to ich skład i opis również powinien być w języku szwedzkim. Jest to dla mnie oczywiste. Spodziewam się tego. Trochę mniej spodziewam się tego, że ten wspomniany skład będzie napisany również po duńsku i norwesku (nie wiadomo po co bo i tak Norwegowie oraz Duńczycy rozumieją szwedzki) oraz fińsku. A już najmniej spodziewam się tego, że wersji angielskiej nie uświadczy się wcale. Nie wiem na czym to polega, ale w kraju, w którym praktycznie KAŻDY posługuje się doskonałym angielskim nigdy nie ma opisów dostępnych w języku angielskim.

Podejrzewam, że chodzi niejako o to, aby edukować swoich konsumentów. Niech się uczą szwedzkiego!

Zabawne, że kilka razy widziałam reklamy szwedzko – arabskie, a angielskiego zawsze brak…

Warzywniaków

Na zakupy idzie się do ogólnych sklepów typu nasze Tesco czy Carrefour – tylko mniejszych. Ica czy Hemkop to sklepy droższe, które oferują szerszy asortyment oraz różne produkty z wyższej półki. Podobnie jak Willys, który jest jednak trochę tańszy. Ci, którzy oszczędzają wybierają się do Netto lub Lidla. Ale normalnego warzywniaka czy mięsnego to tutaj po prostu nie ma. Smuteczek.

Braku poprawności politycznej

Brakuje mi braku wszędobylskiej poprawności politycznej. Najlepiej rozmawiajmy tylko o pogodzie i planach na wakacje… Bo jeśli chcemy poruszyć jakiś niewygodny temat to musimy być pewni, że znajdujemy się w zaufanym towarzystwie. Tylko wtedy możemy normalnie mówić co myślimy. O ile są to ogólnie przyjęte poglądy. Bo jeśli nie to liczmy się z tym, że zapadnie długa i krępująca cisza po czym temat zostanie sprawnie zmieniony na jakiś bezpieczniejszy. Na przykład – pogodę.

Czasami miło powymieniać poglądy z innymi. Wiadomo, że nie chodzi mi od razu o rzucanie się sobie nawzajem do gardeł, ale o jakąś normalną dyskusję, podczas której nie wszyscy muszą się ze sobą zgadzać. Lub udawać, że się zgadają…

Historii

Szwedzki dzień narodowy wypada 6. czerwca. Ale jak spytacie się jakiegokolwiek Szweda co jest wtedy świętowane to będzie miał problemy z odpowiedzią. Dużo ważniejsze jest tutaj świętowanie Midsommar czy przesilenia letniego. Można się wtedy nachlać do nieprzytomności i doskonale bawić. Prawdopodobnie doskonale, bo przecież i tak nikt nigdy nic nie pamięta z obchodów Midsommar… Ale obchody Midsommar mają też wiele plusów. Między innymi dzięki nim możemy zauważyć nagły wzrost przyrostu naturalnego w okolicach marca kolejnego roku:)

Jakoś tak brakuje mi może nie tyle szacunku do historii własnego kraju, ale jakieś podstawowej chociaż wiedzy – specjalnie napisałam podstawowej, bo nie chcę wyjść na hipokrytkę. Sama na pewno wiem zdecydowanie za mało o własnym kraju. Ale przynajmniej zdaję sobie sprawę co i kiedy w Polsce jest świętowane. Czasami wygląda to tak jakby w Szwecji mało kto uważał, że przynależność narodowa jest istotna. A jednak w jakimś stopniu jest. I wiedzą to na pewno wszyscy imigranci przyjeżdżający na północ. Wie o tym również Sabaton o czym wspomniałam w tym poście. A Wy jak myślicie?

A żeby nie było tak negatywnie to obiecuję, że już niedługo opiszę co mi się w Szwecji podoba, a za czym kiedyś na pewno będę tęsknić w Polsce. Wiem, że na pewno będę tęsknić za inną atmosferą w pracy czy na uczelni (o tym pisałam tutaj) oraz oczywiście za fiką!

 

  • Enter

    Życie bez chleba jest zdrowsze (ponoć);) Ja bym jeszcze dodał problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu normalnych kontaktów międzyludzkich z rodziną czy przyjaciółmi.

    • Życie bez czekolady też jest zdrowsze (ponoć), ale jakie to życie…

      A co do kontaktów międzyludzkich to “Szwedzka teoria miłości” wciąż znajduje się na mojej liście do oglądnięcia, ale polecam. Z tego co wiem to fajnie przedstawia problem – dodatkowo z perspektywy osoby, która pochodzi z kraju o bardziej ognistym temperamencie. A w przypadku Szwecji większość kultur jest bardziej ognista :P

  • Enter

    Ponoć życie bez chleba jest zdrowsze, a te szwedzkie najtańsze chleby za 15zł i tak nie są warte swojej ceny.
    Należałoby też wspomnieć o relacjach rodzinnych i przyjacielskich,bo jednak Szwecja jest idealnym przykładem upadku cywilizacyjnego poprzez brak więzi międzyludzkich. Nie wspominając, o tym że koło 40-stki wiekszość małżeństw już jest zakończonych.