Jak zostać egoistą?

Jak zostać egoistą? To piszę ja – zastanówcie się przez chwilę jaką najmniej asertywną osobę na świecie znacie i podzielcie jej asertywność przez 100. Wtedy może wyjdę wam ja z tego równania. A może nawet nie. Nawiasem mówiąc fajnie by takie równanie wyglądało! Mniej więcej tak (specjalnie w różu, żeby sprawdzić czy moja kochana Martusia – nienawidząca różu doktorantka matematyki – czyta mojego bloga):

OLA ≈ MISZCZ NIEASERTYWNOŚCI / 100

Ostatnio usłyszałam nawet, że mój blog jest nieasertywny. To znaczy ta wypowiedź nie brzmiała dokładnie tak: “twój blog jest nieasertywny”. Ale dokładnie to znaczyła. Ponoć ciągle podkreślam w swoich wpisach, że wszelkie treści jakie tu prezentuję są tylko i wyłącznie moim zdaniem, a nie żadnymi prawdami objawionymi. W domyśle: to jest oczywiste, jako że to mój blog, więc wiadomo, że przedstawiam tu swoje poglądy i nie muszę tego podkreślać na każdym korku. Być może jest w tym stwierdzeniu trochę racji. Wydaje mi się, że może nawet dużo. Jak sądzicie?

Ale co ma asertywność do bycia egoistą?

Nie wiem jak w Waszym przypadku, ale dla mnie bycie egoistą (w zdrowym tego słowa znaczeniu) to niejako wzór asertywności. Niedościgniony. Bo dla mnie brak asertywności to upewnianie się, że wszyscy dookoła są szczęśliwi. Że moje działania i decyzje są zgodne z oczekiwaniami moich znajomych i bliskich. Że nikogo nie zranię. Nikomu nie zrobi się przykro. Że uśmiechnę się, gdy ktoś tego oczekuje. Że będę wspierać i nie udzielać dobrych rad, ale tylko słuchać – w najgorszym wypadku udzielać takich rad, które inni chcą usłyszeć.

Brak asertywności to też plucie sobie w brodę, że nie jestem szybsza, bardziej efektywna, bardziej wydajna. Wkurzanie się na siebie, że czasem nie mam na coś siły – zamiast po prostu odpocząć i zaakceptować fakt, że żadna tam ze mnie Wonder Woman czy żaden Superman. To nawet nie brak słowa “nie” w moim słowniku. To nadmiar słowa “tak”. Bo mówienie “tak” jest prostsze. Wymaga mniej wysiłku – przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie. Sprawia, że inni będą mnie bardziej lubić, że przez moment będą mi wdzięczni za pomoc. Ale ta zgoda wymaga niewiele wysiłku tylko na początku. A później coraz więcej energii muszę poświęcać na coraz to nowe zobowiązania, obietnice czy po prostu na udawanie, że wszystko jest okej. Mimo, że od początku miałam ochotę powiedzieć “nie”. A czy logicznie rzecz biorąc coś by się stało gdybym od razu postawiła sprawę jasno? Nie. Ale świadomość tego nie zawsze ułatwia mi powiedzenie wprost, że nie podejmę się danej pracy czy że nie mam ochoty na żadną imprezę do rana po ciężkim tygodniu. Czy jeśli odmawiam ktoś w ogóle o tym pamięta po tygodniu? Pewnie poza mną każdy od razu zapomina, że powiedziałam “nie” i już zastanawia się kogo innego prosić o przysługę. Natomiast każdy na pewno pamięta, jeśli mówię “tak”, a później nie jestem w stanie wywiązać się z danych obietnic.

Chciałabym być egoistką. Chciałabym umieć podejmować decyzje spontanicznie i nie zastanawiać się godzinami czy na pewno są one słuszne oraz czy wszyscy dookoła będą zadowoleni. Chciałabym umieć uświadomić sobie, że tak naprawdę mało kogo obchodzi jakie będą moje życiowe decyzje. Ci zainteresowani to naprawdę niewielki procent całej ludzkości. Wydaje mi się wręcz, że będzie to głównie moja mama :)

Myślę że zdrowo być egoistą i chciałabym się tego codziennie uczyć. Zamiast tchórzyć i zamykać się w wygodnej skorupie “zdecyduj za mnie – najlepiej tak, żeby tobie pasowało”. Bo ta skorupa jest wygodna tylko w momencie podejmowania mniej lub bardziej ważnych decyzji. A po chwili zaczyna uwierać. Coraz bardziej. Głównie dlatego, że nie jest moja.

Dlaczego warto być egoistą?

Bo chodzi o to, żeby czasem pomyśleć w tym wszystkim naprawdę o sobie i o tym czego się chce od życia.

Bo chodzi o to, żeby nie pytać wszystkich dookoła “a co TY sądzisz”, ale zastanowić się co ty sam sądzisz.

Bo chodzi o to, żeby nie pytać wszystkich dookoła o radę, bo sam nie potrafisz podjąć decyzji. Albo może potrafisz, ale jakoś tak łatwiej gdy inni podejmą ją za ciebie. Lub chociaż powiedzą ci co robić.

Bo chodzi o to, żeby po wysłuchaniu tych wszystkich rad i odmiennych zdań postąpić nie według tego co jedyne i słuszne, ale według tego co sprawi, że będziesz szczęśliwy. Bo – tak na marginesie – jeśli coś sprawi, że będziesz szczęśliwy to w 99,99% będzie to oznaczało, że to było jedyne i słuszne.

Bo chodzi o to, żeby czuć się dobrze samemu ze sobą. A zdrowy egoizm magicznie sprawia, że zdrowie psychiczne i fizyczne są na jak najlepszym poziomie. Podobnie jak poczucie własnej wartości i sprawstwa. A co za tym idzie? Poczucie radości i otwartość na innych ludzi, czylo lepsze z nimi relacje.

Bo bycie egoistą to bycie silnym.

Bo zdrowy egoizm to tak naprawdę asertywność, czyli nie egoizm, ale bycie jak najlepszym sobą. Dla siebie. A przy tym dla innych.

Złote rady

Przyznaję się, że nie mam dla Was złotych rad, co należy robić, aby stać się prawdziwym egoistą. Uczę się tego. Codziennie. Czasem idzie mi lepiej, a czasem gorzej. Ten tekst jest wynikiem niewielkiej (?) frustracji i niezadowolenia z siebie po tym względem. Jakoś w okresie wiosennym było lepiej. Ale wezmę się w końcu w garść. Wiem co pomaga. Czasem tylko należy tę wiedzę zastosować w praktyce. A z tym już różnie bywa. Żeby nie było, że nie mam żadnych odpowiedzi na zadane w tytule pytanie – proszę oto moje krótkie rady. Jak być egoistą:

  • Posprzątaj przestrzeń wokół siebie – psychiczny bałagan. Gdy za dużo osób czegoś od ciebie chce to czujesz się wykończony. To sprawia, że w którymś momencie nie masz już nawet siły mówić “nie”.
  • Posprzątaj wokół siebie w sensie dosłownym – pomaga uporządkować myśli.
  • Znajdź chwilę na swoje pasje i przyjemności – na sport, dobry film, chwilę z książką, miłą rozmowę. Słuchaj swojego ciała i umysłu. Słuchaj czego potrzebują w danej chwili.
  • Po prostu – rób to co chcesz robić. Złe nastawienie i niechęć do zadania sprawia, że stajemy się mniej efektywni, a tym samym bardziej sfrustrowani. Błędne koło.
  • Uwierz, że inni chcą dla ciebie jak najlepiej. Ty przecież chcesz dla innych jak najlepiej! Nie bój się nie zgadzać i odmawiać. Możesz za to sugerować inne rozwiązania.
  • Zachowaj równowagę pomiędzy pracą a tym prawdziwym życiem :) Naprawdę dobrze jest wracać do domu wcześniej niż o 19:00 i mieć chwilę na relaks, reset oraz jakieś bardziej inspirujące czynności.
  • Stawiaj sobie własne cele, rozpisuj własne plany i – jeśli musisz – zmieniaj je oraz naginaj. Nie ulegaj presji osób dookoła. Nawet tych, którzy myślą, że wiedzą lepiej od ciebie co jest dla ciebie dobre.

Jestem przekonana, że takich rad może każdy z nas – mało egoistycznych ludków – wymyślić wiele. Grunt to starać się wprowadzać je w życie. Ja powoli zaczynam. Jutro porządnie tu u siebie sprzątam (w sensie dosłownym). A wczoraj powiedziałam w pracy proste “nie mam na to czasu”. Nikt się nie obraził. To już jakiś preludium do zmian na lepsze.

I na koniec – do posłuchania – może po prostu czasem lepiej nie tworzyć problemów w swojej głowie, ale po prostu skupić się na tych prawdziwych?